Jestem amatorką, a nie krytykiem literackim. Moje recenzje/opinie nie są profesjonalne. Piszę, bo to lubię, więc jeśli szukacie jakiejś obiektywnej, "mądrej" opinii to raczej zły adres. Od książek nie wymagam zbyt wiele, czytam głównie obyczajówki i "czytadła", czasem thrillery czy kryminały oraz sporo literatury dla dzieci. Czytanie sprawia mi przyjemność, więc zdecydowana większość recenzji jest tutaj pozytywna - książki wybieram po opisie z tyłu książki, więc wiem na co się "porywam" :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2010. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2010. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 18 lutego 2020

Kristin Harmel, Moje rzymskie wakacje

Autor: Kristin Harmel
Tytuł: Moje rzymskie wakacje
Wydawnictwo: Otwarte
Rok wydania: 2010
Ilość stron: 359

     Podróż w głąb siebie może się okazać niezwykłą przygodą. Warto pozwolić sobie na drobne szaleństwa i odrobinę ryzyka. 


    Cat to prawie 35-letnia kobieta, o pozornie ustabilizowanym życiu. Ma pracę, którą lubi, niedawno kupiła mieszkanie, więc może być spokojna o przyszłość. Niestety to tyko taki parasol ochronny, a Cat wmawia sobie, że jest szczęśliwa. Niestety tak naprawdę doskwiera jej samotność, a do tego czuje presje otoczenia. Nawet bliscy myślą, że jest sama, bo jest zbyt wybredna. Ślub siostry jest dla niej punktem kulminacyjnym. To co usłyszała na swój temat i późniejsze wydarzenia wynikające z tego dnia sprawiły, że postanowiła coś zmienić. Dlatego też wybiera się w sentymentalną podróż, na spotkanie z przeszłością, która okaże się prawdziwym huraganem zmian w jej życiu.

     Urokliwy Rzym jest wspaniałym miejscem z ciekawą kulturą, pięknymi zabytkami i niezwykłymi mieszkańcami. Cat jest zachwycona tym cudownym miejscem, w którym od pierwszego dnia pobytu zmienia się nastawienie do przeszłości, przyszłości i jej samej. Poznanie Kariny i Marco było zaczątkiem wielu zmian. Cat postanowiła wreszcie myśleć głównie o sobie, robić więcej dla siebie i myśleć o własnych korzyściach. Nie oznacza to, że stała się bardziej samolubna. Nie, po prostu stała się bardziej świadoma swoich potrzeb, marzeń i pragnień. I wreszcie (chyba po raz pierwszy w życiu) zdecydowała się ryzykować. To dla niej coś zupełnie nowego. Do tej pory we wszystkim była ostrożna, często na pierwszy plan wysuwała dobro innych. Lubiła poczucie bezpieczeństwa i stabilizację.

       Autorka napisała, że w historii Cat jest dużo z niej samej, więc opowieść powinna być mocno wiarygodna i "żywa", jednak miałam wrażenie, że coś tu nie gra. Na początku Cat była przedstawiana jak taka szara myszka, w cieniu swojej przebojowej i odważnej młodszej siostry, taka co to się nie lubi rzucać w oczy, dlatego gdy przyjechała do Rzymu i zaczęła nosić zwiewne sukienki z lekkością baletnicy to poczułam zgrzyt. Później kilka razy poczułam to samo. Bojąca się podejmować spontaniczne decyzje, często związane z ryzykiem, w Rzymie podejmowała ich aż nadto. Rozumiem, że można przejść wewnętrzną przemianę, ale u niej jakoś mnie to raziło. Wydaje mi się, że jeśli ktoś o niższym poczuciu wartości i pewności, nie decyduje się tak łatwo na zmiany i to bez pomocy. No nie wiem, coś mi tu nie grało. Aczkolwiek książkę czyta się przyjemnie i świetnie nadaje się ona chociażby jako rozrywka na bieżni - jak to było w moim przypadku. W całości przeczytałam ją trenując na bieżni :)

Książkę przeczytałam w ramach wyzwań:
- Mini czelendż 2020 - książka z akcją na zachód od PL
- Łów Słów - MoJE RZYmskiE WAkacje (JERZY, Ewa)

piątek, 31 stycznia 2020

Antonina Kozłowska, Kukułka

Autor: Antonina Kozłowska
Tytuł: Kukułka
Wydawnictwo: Otwarte
Rok wydania: 2010
Ilość stron: 285

    Kiedy chęć posiadania dziecka jest tak wielka, że nikt i nic się więcej nie liczy, a całe życie podporządkowane jest tylko dążeniem do spełnienia tego pragnienia to kobietę tę jest w stanie zrozumieć tylko druga do niej podobna.

    Marta niestety była w tym wszystkim sama. Oczywiście mąż ją cały czas wspierał, ale przecież nie czuł nigdy tego samego co ona. Nic więc dziwnego, że bohaterka posunęła się do desperackiego kroku, jednak czy w życiu naprawdę wszystko można kupić?

    Marta od kilku lat stara się o dziecko, niestety nawet jak uda jej się zajść w ciążę to ją traci. Na każdym kroku widzi kobiety w ciąży, matki z dziećmi, wózki, to naprawdę dołujące. Czy naprawdę oczekuje od życia zbyt wiele? To przecież naturalna kolej rzeczy, że para bierze ślub i wkrótce rodzina się powiększa. Marta też tak chciała, ponoć "każda głupia może rodzić dzieci".

    Iwona też miała marzenia, marzenia o szczęśliwym życiu - kochającej się rodzinie, mieszkanku na ładnym osiedlu, wsparciu męża i radosnym śmiechu dzieci. Niestety czasem nieważne jak bardzo byśmy się starali i skrupulatnie dążyli do realizacji swoich planów to życie potrafi nas zaskoczyć i odwrócić wszystko do góry nogami. Takie życie toczy się gdzieś "za szybą", ona musi sama walczyć z przeciwnościami z zaciśniętymi ustami.

    Droga tych dwóch kobiet przecina się, by obie mogły odmienić swój los. Niestety życie kolejny raz brutalnie sprowadza je na ziemię i pokazuje, że to co nam się wydaje, nie zawsze jest takie łatwe i proste. 

     To książka głównie o Marcie, o jej obsesji na punkcie dziecka, głębokim nieszczęściu i ogromnej nadziei, o (nie)radzeniu sobie z przeciwnościami. Jest o Iwonie, która desperacko pragnie żyć na jako takim poziomie, która dla swoich dzieci chce lepszego życia i decyduje się na coś nieakceptowalnego społecznie, o tym, że emocje odgrywają w życiu ogromną rolę i nie da się ich odsunąć, udać, że ich nie ma.

     Tematyka książki jest mi bardzo bliska. Doskonale wiem jak to jest, gdy w głowie kobiety jak mantra w każdej minucie wybrzmiewają słowa "chcę dziecka"; jak ogromny smutek wywołuje każdy obraz dziecka, kobiety ciężarnej czy chociażby reklama pampersów; jak wizyta w sklepie kończy się łykaniem łez, bo przypadkowo trafiliśmy na dział dziecięcy; jak chciałoby się wszystko oddać za to, by choć raz usłyszeć słowo "mama". Bardzo trudno wyjść z tego stanu, dlatego dobrze, że są takie powieści, które uświadamiają ludziom, którzy nie znają tego stanu, jak wielki stanowi to dla nas problem.

    Niestety książkę fatalnie się czytało. Jest w niej bardzo mało dialogów, a opisy miejsc, osób, zdarzeń, wspomnień i odczuć są tak długie i męczące, że czytelnik czuje się znudzony i zniechęcony. Zakończenie książki zaskakuje, ale nie jestem pewna czy każdy kto weźmie tę książkę do ręki będzie potrafił wytrwać do końca. Ja już dawno bym ją odrzuciła, ale pasowała do dwóch aktualnych wyzwań czytelniczych i tylko dlatego doczytałam do końca.

Książką przeczytałam w ramach wyzwań:
- Pod hasłem: POL SKA
- Z półki

wtorek, 29 maja 2018

Magdalena Witkiewicz, Panny roztropne

Autor: Magdalena Witkiewicz
Tytuł: Panny roztropne
Wydawnictwo: Sol
Rok wydania: 2010
Ilość stron: 254

     Co wspólnego mają oliwa z bateriami, i jak się to ma do panien roztropnych?! Najmłodsza bohaterka książki właśnie rozważa tę kwestię - stąd tytuł, ale tak sobie myślę, że panną roztropną można by nazwać inną z bohaterek. Którą? Najpierw trzeba je wszystkie poznać, by zrozumieć...


     Zawsze elegancka i dystyngowana Zofia Kruk, jej siostrzenica o duszy anioła Milena (Milaczek), znana i ostatnio dość kontrowersyjna emerytowana gimnastyczka Aleksandra Pieczka i ośmioletnia, rezolutna dziewczynka Zuzanna, zwana Bachorem to niezwykła mieszanka osobowości, charakterów i temperamentów. Wszystkie panie są jednak energiczne, spontaniczne i nieco szalone, przez co w ich życiu ciągle się coś dzieje, a że żywoty zwykle przypominają sinusoidę to różnie im się to wszystko układa. Tak naprawdę, bohaterki chcą być tylko szczęśliwe i wszystkie swoje działania podejmują w kierunku jego osiągnięcia. Nie jest to wcale takie łatwe, zwłaszcza gdy nie wszystko widzą takim, jakim jest naprawdę, mylnie interpretują fakty i snują domysły, niemające nic wspólnego z rzeczywistością. Wszystkie te ich "błędy" powodują komedię pomyłek, co dostarcza czytelnikom masę śmiechu i długotrwałego uczucia wesołości.

     Świetna książka na chandrę! Wprost rewelacyjna! Każdy czytelnik, nawet ten w głębokim dołku, apatyczny i upierdliwy odnajdzie w lekturze ukojenie nerwów, poprawę humoru i zastrzyk energii. Choć z reguły książka ta ma chyba po prostu tylko bawić, to w czytającym wywołuje szereg pozytywnych zmian, z finałem w postaci odmiany postrzegania rzeczywistości, przywrócenia postawy życzliwości i większej cierpliwości do otaczającego świata. Dla mnie była to idealna lektura w odpowiednim momencie, bo już sama ze sobą nie mogłam wytrzymać. Bardzo fajnie się czyta!

    Przekonałam się też, że w niczym nie przeszkadza nieznajomość pierwszej części serii, czyli "Milaczka". I choć nie znam dokładnie historii miłosnej Zofii Kruk i jej nowego męża, ani Milaczka i jej, byłego już... dentysty to z powodzeniem można śledzić ich dalsze losy. Ze względu na to, że traktowałam książkę jak komedię, to przymykałam oko na różne niewiarygodne i mało prawdopodobne zdarzenia. Jednak sytuacja z bombą była trochę przesadzona, no i nie wiedzieć czemu, nie wywołała w Milaczku większej traumy, w zasadzie kilka dni później zdawała się o niczym nie pamiętać. To jedyny, niewielki zgrzyt w książce, tak poza tym to świetnie się bawiłam. Ogromny plus za (jak zwykle) wykreowanie nietuzinkowych postaci, niezwykłych charakterów, postaci z "krwi i kości", które potrafiłam sobie bardzo dokładnie wyobrazić i czułam się zupełnie tak, jakbym znała je osobiście.

     Książka świetnie nadaje się jako lekarstwo na chandrę i smutki. Lekturę można dawkować sobie rozdziałami, nie sądzę by ktoś "wybił" się z jej rytmu i w zamyśleniu stracił wątek. Bardzo zabawna i przyjemna powieść, polecam!

Książkę przeczytałam w ramach wyzwań:
- 2 w 1 (różowy)
- Przeczytam tyle, ile mam wzrostu 2 cm (29,3 cm z 158 cm)
- 52 książki w 2018 (13)

poniedziałek, 25 lipca 2016

Alison Maloney, Zabawy z mamą. Książka dla rodziców i dzieci

Autor: Alison Maloney
Tytuł: Zabawy z mamą. Książka dla rodziców i dzieci
Wydawnictwo: SBM
Rok wydania: 2010
Ilość stron: 160

    Lato i wakacje sprzyjają częstszym okazjom do wspólnego spędzania czasu z naszymi pociechami. Niekoniecznie muszą to być rodzinne wczasy nad morzem czy w górach. Nie zawsze jest możliwość uzyskania urlopu w tym czasie, czasem to stan konta nam nie pozwala na wyjazd, ale nie zmienia to faktu, że większość rodziców pragnie urozmaicić i jak najbardziej umilić czas wolny od szkoły czy przedszkola.


    Nawet teraz w dobie zaawansowanej wszędobylskiej technologii dzieci potrafią docenić zaangażowanie rodziców i wspólne spędzanie czasu. Wspólna zabawa, wędrówki, czy choćby wspólne gotowanie pogłębia więzi między rodzicami a dziećmi, buduje poczucie własnej wartości i samoakceptacji. By zrobić coś razem naprawdę nie trzeba wiele. Czy mamy kwadrans, godzinę czy całe popołudnie, każdy ten czas możemy kreatywnie wykorzystać i sprawić dziecku radość. Nie macie pomysłów? Szukacie czegoś nowego? Chcecie zaskoczyć swoje pociechy? Zachęcam do lektury "Zabawy z mamą. Książka dla rodziców i dzieci", która jest skarbnicą różnych sposobów na nudę. Zawarte w książce instrukcje obejmują różne formy działalności: aktywność artystyczną i rękodzielniczą, granie, gotowanie i wiele innych. 

   Są tu pomysły wymagające większego i mniejszego wkładu pracy, są i takie, które wymagają nakładu finansowego (m.in. miniaturowy ogród, czekoladowe babeczki), takie, do których można wykorzystać surowce wtórne (np. podkładka pod talerz, girlandy papierowych koralików) oraz takie, które nie wymagają żadnych przyborów (np. czytanie w myślach, lista zakupów, zakręcony piątek). O większości z tych pomysłów już gdzieś słyszałam, ale tutaj zebrane są w jedną całość. Żałuję tylko, że propozycje nie są podzielone tematycznie, tylko wymieszane. Mamy więc gotowanie, szycie, tworzenie ozdób, zabawy słowne - jedne po drugich bez podziału na kategorie. Z drugiej strony szukając jakiejś ciekawej zabawy słownej możemy "przypadkiem" trafić na jakąś pracę manualną, która zmieni nasze plany. Może nas coś zainteresować tak bardzo, że nawet jeśli w danej chwili nie mamy odpowiedniej ilości czasu (czy odpowiednich środków) to możemy zaplanować w ten sposób kolejne, wolne popołudnie. Niektóre z pomysłów będziemy musieli nieco zmodyfikować np. zamiast sadzenia awokado możemy zasadzić fasolkę (bo zwyczajnie jest ona dla nas bardziej dostępna).

    Mnie książka zdecydowanie przypadła do gustu. Wiele z prezentowanych tu pomysłów będę mogła wykorzystać do pracy z dziećmi w świetlicy. Rozejrzycie się za tą pozycją, naprawdę warto.

Książeczkę przeczytałam w ramach wyzwań:
- Gra w kolory (żółty)
- Grunt to okładka (czasoumilacz - piknik, zabawa z mamą)
- Przeczytam tyle, ile mam wzrostu - 1,8 cm (55,7 cm z 158)
- 52 książki w 2016 (43)

sobota, 16 stycznia 2016

Teresa Monika Rudzka, Bibliotekarki

Autor: Teresa Monika Rudzka
Tytuł: Bibliotekarki
Wydawnictwo: Skrzat
Miejsce i rok wydania: Kraków 2010
Ilość stron: 296

    Dawno, dawno temu, nasza blogowa koleżanka Basia Pelc z wielkim entuzjazmem zachęcała mnie do lektury "Bibliotekarek". Wcześniej o książce nie słyszałam, ale po przeczytaniu recenzji u Basi poczułam się zainteresowana. Głównie ze względu na humor... W tamtym okresie, kiedy to ukazała się u Basi recenzja, moja koleżanka z pracy uczestniczyła akurat w seminarium podczas którego, jedna z prelegentek przedstawiała referat na temat "Sytuacji stresogennych w zawodzie bibliotekarza" i wspominała (ta moja koleżanka), że nigdy by nie pomyślała w ten sposób o niektórych czynnikach. Tym bardziej chciałam poznać proponowaną lekturę, by skonfrontować swoją wiedzę o bibliotekarzach i to co usłyszała podczas odczytu koleżanka z tym to co autorka zawarła w swojej książce.


    No cóż......... książka mnie niestety strasznie zawiodła... Nie odnalazłam w niej humoru, a raczej żenujące widowisko z udziałem bibliotekarek (same kobiety), które były niezwykle charakterne. Nawet Żywia, która jest główną narratorką w książce (nie jedyną) niczym się nie różni od swoich nowych koleżanek. Niby to elegancka, wykształcona (polonistyka) i oczytana kobieta, a często pokazywała, że jest tak samo arogancka i uprzedzona jak jej współpracowniczki. 

    Dla mnie książka to jedna wielka farsa. Miało być z humorem, przymrużeniem oka, a jest satyrycznie. Od razu przypomniał mi się stary kabaret "Polskie ZOO" ośmieszający polityków. W książce nie było żadnych pozytywnych postaw bibliotekarek, a jeśli jednak były (a ja nie zauważyłam) to skutecznie zostały "zagłuszone" przez cynizm i ironię. Biblioteka, filia nr 32 jest niczym gniazdo os. Głośno tam jak w ulu, bibliotekarki ciągle coś lub kogoś obgadują (a najczęściej siebie nawzajem) i zewsząd słychać złowrogie brzęczenie. Czytelnicy traktowani są jak zło konieczne i muszą uciekać zanim zostaną użądleni. W książce znajdziemy dodatkowe rozdziały ze skargami czytelników, które chyba miały ich ośmieszyć i odwrócić uwagę od wrednych bibliotekarek... dla mnie całość strasznie żałosna.

    Książka jest fikcją literacką i wszystkie opisane w niej sytuacje, rozmowy i zdarzenia są zmyślone, tylko czy ktoś, kto zupełnie nie zna pracy bibliotekarzy "od kuchni" nie pomyśli sobie, że dużo w tym prawdy? I jeszcze te wszystkie układy i układziki... no może w PRL-u, ale książka osadzona jest w roku 2008. Żenada!

    Jestem zniesmaczona i czuję się trochę oszukana. Nie tego oczekiwałam. Ciągle miałam nadzieję, że na końcu będzie jednak coś pozytywnego, że autorka nagrodzi mnie, że wytrwałam, a dostałam ... w twarz. To by było na tyle...

Książkę przeczytałam w ramach wyzwań:
- Pod hasłem - Pani (ta - bibliotekarka)
- Polacy nie gęsi (książka, do której zachęciła mnie 
blogerka Basia Pelc)
- Grunt to okładka - bez twarzy
- Przeczytam tyle, ile mam wzrostu - 1,7 cm (2,6 cm z 158)
- Czytamy powieści obyczajowe
- Gra w kolory (biały)
- Z półki (1)
- 52 książki w 2016 (2)

poniedziałek, 11 stycznia 2016

Natalia Usenko, Ale zabawa!

Autor wierszy: Natalia Usenko
Opracowanie graficzne: Grażyna Janecka
Tytuł: Ale zabawa!
Seria: Puchatkowe zabawy; Disney: Kubuś Puchatek
Wydawnictwo: Egmont
Miejsce i rok wydania: Warszawa 2010
Ilość stron: 14
Wiek adresata: od 3 lat



    Zimowe przygody dobrze znanych dzieciom bohaterów w nowej, bardzo przystępnej wersji. Pozytywna lektura przedstawiająca wspaniałe pomysły na zabawę zimą.


     Oryginalną książkę "Kubuś Puchatek" Alana Alexandra Milne po raz pierwszy poznałam całkiem niedawno już jako dorosła osoba. Niestety książka mnie nie oczarowała, nie zapałałam do niej wielkim uczuciem, ani nie wpadłam w zachwyt. Nie mniej jednak sam pomysł na bohaterów mi się podoba, a raczej przyjaźń, która mimo widocznych różnic ich łączy. Głupiutki Kubuś Puchatek, strachliwy Prosiaczek, apodyktyczny Królik, nadpobudliwy Tygrysek i wiecznie niezadowolony Kłapouchy. 
    
   Tytuł, który miałam właśnie okazję przeczytać bardzo mi się spodobał. Tekst jest w wierszowanej formie i opisuje zimowe zabawy paczki przyjaciół, które są też ślicznie zilustrowane. Mali czytelnicy dowiedzą się z tej sympatycznej lektury w jaki sposób mogą miło spędzić wspólnie czas na podwórku zimową porą. To wspaniała alternatywa dla telewizji, komputera i playstation. 

   Optymistyczna lektura nie tylko dla dzieci, aż ma się ochotę wyjść na śnieg (który za oknem całkowicie już stopniał)! Tekturowe strony sprawiają, że książka nie zniszczy się łatwo nawet w rękach maluszka. Tekst jest prosty i przystępny, ilustracje kolorowe i radosne. To wspaniała lektura na zimowe wieczory!

Książkę przeczytałam w ramach wyzwań:
- Cztery Pory Roku - Zima (śnieg, lodowisko, łyżwy, szaliki)
- Pod hasłem - Pani (ta - zabawa)
- Grunt to okładka - zima
- Dziecinnie (książka)
- 52 książki w 2016 (1)
- Przeczytam tyle, ile mam wzrostu - 0,9 cm (0,9 cm z 158)

wtorek, 22 grudnia 2015

Rob Scotton, Baranek Bronek

Autor: Rob Scotton
Tytuł: Baranek Bronek
Wydawnictwo: Vesper
Miejsce i rok wydania: Poznań 2010
Ilość stron: 32
Wiek adresatów: od 2 lat

    Przepiękne ilustracje są tym, co dla najmłodszych czytelników najważniejsze. Kiedy połączy się je z prostym, krótkim tekstem - sukces murowany!


    Sympatyczna opowiastka o Baranku Bronku z łączki Żabie Mokradełko (prawda, że urocza nazwa?), który miał duże problemy z zaśnięciem. Baranek mimo bardzo pracowitego dnia nie potrafił zasnąć. Męczył się biedaczek strasznie, próbował zasnąć na różne sposoby, ale nic nie pomagało. Nareszcie się udało! Znalazł pewien sposób! - jaki? To już trzeba przekonać się samemu.

      Na sukces książeczek dla najmłodszych składają się dwa zasadnicze elementy: krótki, sugestywny tekst i piękne ilustracje. Czy tutaj się to udało? O tak! Książeczkę tworzą głównie przepiękne ilustracje, które są tak wymowne, że spokojnie mogłyby obronić się bez słów. Tak naprawdę na ich podstawie każdy rodzic mógłby opowiedzieć dziecku własną historię. Dlatego też pewnie autor był bardzo powściągliwy w tekście. Na stronach zawarto po 1 - 2 zdaniach, a całą historię dopełniają idealnie dobrane, bardzo szczegółowe ilustracje.

    Jestem oczarowana! Myślałam, że po ostatnich dziecięcych lekturach nic mnie już nie zaskoczy, a jednak! Wizerunki baranków są niezwykle zabawne. Świetnie uwydatniają osobowość i upodobania całego stadka. Doskonale przedstawiono Bronka i jego rodzinę. Książeczkę ma się ochotę ciągle przeglądać i za każdym razem można wypatrzeć inny szczegół. Jestem przekonana, że pozycja może stać się ulubioną lekturą malucha. Cudowna!

Za możliwość przeczytania książeczki dziękuję Panu Bartoszowi
i Wydawnictwu Vesper

Książeczkę przeczytałam w ramach wyzwań:
- Odnajdź w sobie dziecko (inne zwierzątko)
- Grunt to okładka (roślinność - trawa)
- 52 książki w 2015

środa, 23 września 2015

Ewa Ostrowska, Księżniczka i wszy

Autor: Ewa Ostrowska
Tytuł: Księżniczka i wszy
Seria: Nastoletnie problemy
Wydawnictwo: Skrzat
Miejsce i rok wydania: Kraków 2010
Ilość stron: 60
Wiek adresatów: 11 - 15 lat

     Co siedzi w głowach i sercach zranionych nastolatków? Jak dalece żal do świata, ludzi wokół i sytuacji życiowej może wpłynąć na postrzeganie rzeczywistości? Czy buntem karzemy wszystkich obok czy... no właśnie! Dobrze jest czasem spojrzeć na wszystko z innej perspektywy i dostrzec szerszy obraz rzeczywistości... nim wyrządzimy sobie lub komuś krzywdę.


    Życie dwunastoletniej Joasi wywraca się do góry nogami. Z powodów rodzinnych jej rodzina zmuszona jest przeprowadzić się z miasta do wsi, która delikatnie mówiąc nie jest wymarzonym miejscem dla dziewczynki. Joasia nie akceptuje tej sytuacji i buntuje się na każdym kroku. Jej buńczuczna postawa nie ułatwia nawiązywania nowych przyjaźni czy wzbudzania sympatii u nauczycieli. Niestety obrażona na cały świat bohaterka nie ma żadnych zahamowań, wyżywa się na koleżankach, nauczycielach, rodzicach i babci.

   Joasi nie da się polubić. To osoba wredna, nieczuła i chamska (nie ma łagodniejszych określeń). We wsi, w której przyszło jej zamieszkać chodzi z wysoko uniesioną głową, czuje się lepsza od wszystkich. Zachowuje się tak jakby wszyscy ludzie ze wsi ją brzydzili i samą swą bytnością uwłaczali jej godności. Tak naprawdę to sama zachowuje się karygodnie i to tylko o niej można mówić źle. Joasia dostrzega tylko czubek własnego nosa, nie zdając sobie sprawy z tego jak ubliża i krzywdzi innych.

    O rany, język, którym posługuje się Joasia jest okropny! Swoimi słowami potrafi do żywego dotknąć koleżanki z klasy, nauczycieli, rodziców, a nawet kochaną, schorowaną babcię. Jej zachowanie też nie zasługuje na aprobatę, nic więc dziwnego, że nazywana jest księżniczką. Ubliża wszystkim wokół bez mrugnięcia okiem, a mimo to ciągle powtarza jaka to jest nieszczęśliwa, bo została zmuszona do życia na wsi. Nie chce niczego zrozumieć, oswoić się z nowymi warunkami i otoczeniem, a co dopiero mówić o wpasowaniu się w klimat. 

    Na początku lektury czytelnik ma ochotę rzucić książką. Gdyby spotkał bohaterkę na swojej drodze to na pewno powiedziałby jej do słuchu (o ile wcześniej nie trzepnąłby jej w głowę). Jednak im dalej w treść (choć Joasi nie lubi się jeszcze bardziej) jej słownictwo wydaje się być bardziej zrozumiałe i uzasadnione. Myślę, że to jak dziewczyna mówi, jeszcze bardziej charakteryzuje jej osobę. Dawno nie "spotkałam" tak antypatycznej bohaterki (to już seryjny morderca ze "Zwykłego człowieka" sprawiał lepsze wrażenie!), ale wydaje mi się, że autorka z premedytacją stworzyła właśnie taką postać. Uważam, że autorka chciała żeby nastoletni czytelnik poczuł się dojrzalej od bohaterki i wcześniej uświadomił sobie pewne prawdy, o których na co dzień nie dostrzega. Autorka nie moralizuje, nie poucza, nie nakazuje tego co właściwie, a mimo to sprawia, że młody człowiek sam wyciągnie z książki odpowiednie wnioski. Prawdopodobnie spojrzy też na siebie bardziej krytycznym okiem i przemyśli swoje dotychczasowe postępowanie.

    Po początkowym złym wrażeniu dostrzegam w książce duży potencjał pedagogiczny. Mimo, że nas - dorosłych książka może drażnić, to uważam, że treści przekazane w takiej formie szybciej trafią do młodego czytelnika niż wiele innych opowieści z morałem.

Książkę przeczytałam w ramach wyzwań:
- Odnajdź w sobie dziecko (o dziewczynce w wieku szkolnym)
- Gra w kolory (brązowy)
- Przeczytam tyle ile mam wzrostu (0,5 cm)
- 52 książki w 2015

środa, 8 lipca 2015

Małgorzata Kalicińska, Widok z mojego okna

Autor: Małgorzata Kalicińska
Tytuł: Widok z mojego okna. Przepisy nie tylko na życie
Seria: Biblioteka Bluszcza
Wydawnictwo: Elipsa
Rok wydania: 2010
Ilość stron: 215

    "Widok z mojego okna. Przepisy nie tylko na życie" to zbiór felietonów (nazywanych przez autorkę felkami, bo jak twierdzi w tym względzie ma jeszcze braki warsztatowe) o życiu, często z nutką dydaktyzmu. Do każdego tekstu autorka dobrała przepis kulinarny, który w pewien sposób jest "odpowiedzią" na jej refleksje.


    Trylogia "Nad Rozlewiskiem" jest dla mnie bardzo cenna. To od niej zaczęła się moja miłość do książek obyczajowych (wszak jeszcze kilka lat temu czytałam tylko kryminały i thrillery). Dzięki niej zapragnęłam poprzez książki poznawać losy innych osób, tradycje i tajemnice rodzinne, a także zakątki bliskie sercu bohaterów. Nic więc dziwnego, że do pióra Pani Małgorzaty Kalicińskiej mam szczególny sentyment.

    Trudno napisać recenzję czegoś, co jest subiektywną opinią autorki na różne życiowe tematy, te ważne i mniej ważne. Autorka pisze co ją boli, gniecie, zadziwia, cieszy, przeraża i przytłacza. O tym co było i o tym co jest. O żalach do siebie i żalach do innych. Momentami to także pewnego rodzaju rachunek sumienia, ale niezbyt poważny. Tak też powinniśmy traktować te wszystkie teksty - z przymrużeniem oka. Autorka rzeczywiście chce nam przekazać życiowe lekcje, ale to czy z nich skorzystamy, to już nasz wybór.

   Dzisiaj dla odmiany pokusiłam się o krótkie (albo niekoniecznie) komentarze do każdego z felietonów zawartych w książce.
Czytanie - czynność życiowa
    Jak ktoś nie wie jak nauczyć dziecko czytać to koniecznie musi sięgnąć po klocki z literami. Jeśli jednak i to nie pomoże należy zastosować pewien niepedagogiczny fortel :) z użyciem tychże klocków :)))
Droga Marilyn!
    Słuszne uwagi na temat "końca miłości". Autorka zauważa, że batalie rozwodowe toczą się głównie o finanse i podział majątku, a nie utraconą miłość. Wzywa kobiety do zabezpieczenia przyszłości własną pracą, chociaż na pół etatu. Zauważa, że kobiety pracujące nie szarpią się w sądzie aż tak bardzo.
     Ja nie wyobrażam sobie życia bez pracy nawet nie tyle dla pieniędzy co dla samej siebie, własnego rozwoju, stałego kontaktu z innymi ludźmi, stałej mobilizacji. To, że czasem ponarzekam, że jestem zmęczona to jedno, ale zrezygnować z niej nie potrafiłabym.  Zgadzam się z autorką, że jeśli kobieta jest w miarę stabilna finansowo to łatwiej jej pogodzić się z rozwodem, a i w sądzie skupia się bardziej na dzieciach niż sobie. Ona da sobie radę. Oczywiście życie przewiduje dla nas różne scenariusze i nie zawsze wszystko jest takie łatwe.
Babskie czytadło
    Autorka przytomnie zauważa, że nie wszystkie książki pisane przez kobiety są przeznaczone tylko dla kobiet, a i te pisane przez mężczyzn też często kierowane są do kobiet (chociażby twórczość Nicholasa Sparksa). Literaturę porównuje do odzieży. Są ubiory dla kobiet, inne dla mężczyzn, ale także tak zwane uniseks, jak kurtki, swetry, dżinsy. Nasze preferencje czytelnicze też są różne: mężczyźni wybierają głównie fantastykę, sensację, książki wojenne, reportaże z frontów, opowieści o herosach, a kobiety szukają książek o miłości, romantyzmu, domowej sielanki, związków, dzieci i natury... oczywiście nie można tego generalizować.
    Dokładnie! To, że kobieta pisze książkę to nie znaczy, że jest ona gorsza! Poza tym każdy sięga po takie książki, których tematyka ich interesuje. Nie ma reguły. To, że większość kobiet i mężczyzn wybiera tematykę taką czy inną (przypisaną głównie dla takiej płci) to nie znaczy, że nie znajdą przyjemności w czytaniu innych książek, albo zwykle ich wybory czytelnicze są inne niż u reszty przedstawicieli swojej płci. ... a jednak zeszło mi na płeć, a wcale nie chciałam żeby to tak zabrzmiało, chyba nie potrafię powiedzieć tego co mam na myśli.
Święta - polska specjalność
   Najważniejszy jest nastrój, a tego pierwiastka szczególnej świętości nie da się nigdzie kupić, trzeba go mieć w sobie. Autorka nie cierpi komercji, wykorzystywania tradycji polskiej w marketingu itp. Choć nie czuje się katoliczką to szacunek do tej tradycji ma ogromny.
   Ja wierząca też nie jestem, ale klimat świąt Bożego Narodzenia wyniesiony z domu jest tak niezwykły i niepowtarzalny, że nie wyobrażam sobie, żeby mogło ich nie być. Mnie komercja też kiedyś denerwowała, ale im jestem starsza tym mniej mi przeszkadza. Uważam, że jeśli ktoś potrzebuje tych wszystkich świecidełek i duperelek to niech ma, nic nam do tego. To, że sklepy zalewane są świątecznym towarem to traktuję to jako wymiar czasu. Pewne rzeczy zmieniają się nieodwołalnie i szkoda nerwów na walkę z tym, bo i tak zostanie.
Antyżycie
   Ciągle "udoskonalamy" coś co było dobre, zmieniamy wszystko wokół (i siebie) - niby na lepsze, ale w rzeczywistości... Ogłupiamy się telewizją, udajemy fajnych i wyluzowanych. Niby tacy nowocześni, a cały czas głupsi. Najgorsze jest to, że robi to sobie na własne życzenie.
   Tutaj się nie zgodzę, autorka zbytnio generalizuje. Znam wiele osób, które szukając ubrań nie patrzą na markę, tylko na wygodę, remontując mieszkanie nie wybierają najnowszych trendów, a to co im w duszy gra. Co więcej coraz częściej widzę, że zanika głupia polska cecha "zastaw się a postaw się". Polacy już nie grają kogoś kim nie są, coraz częściej są po prostu sobą. Ale może to tylko ja taka jestem i mam takich znajomych... Może to za mało? Autorka  z pewnością zna ich dużoooooo więcej. Że telewizja ogłupia... ano tak, ale sama czasem dla totalnego relaksu włączam jakiś bzdurny program i gapię się bezmyślnie, ot tak dla odmóżdżenia. 
Mniłoś
   O seksualności kobiet po 40-tce, a właściwie o fizycznym wyrazie miłości. Kto dał ludziom prawo oceniać czułości osób starszych  (także tych zaledwie kilka lat starszych od oceniających). Często do miłości i seksualności dojrzewamy latami, a kiedy wreszcie jest nam dane to powinniśmy móc się z tego cieszyć bez skrępowania.
   W tym temacie nie mam za wiele do powiedzenia. Mnie to chyba nic i nikt nie przeszkadza, no chyba, że jakaś para uprawiała seks na placu zabaw na oczach wszystkich. Tylko, że wtedy to bez względu na to ile lat mieliby "sprawcy" byłoby to zachowanie nie na miejscu. Zgadzam się za to z tym, że do seksualności się dojrzewa, bo widzę to sama po sobie, choć czuję, że i tak wiele jeszcze przede mną.
Wklepać krem... czyli bądź piękna na wiosnę
    Autorka poleca "upiększanie się" od środka - dobre odżywianie, uśmiech, rzucenie papierosów i innych używek. Ten uśmiech jest też najważniejszym afrodyzjakiem...
      Oj z wyglądem to ja ciągle mam kłopot. Trudno mi się trzymać racjonalnego odżywiania, gdy wokół tyle pokus. Z regularnością posiłków też bywa różnie, bo rano nigdy nie jestem głodna, a potem w pracy okazuje się, że nie ma kiedy zjeść i mój pierwszy posiłek często zjadam po 16.00 :( Tak więc rady autorki nie zawsze łatwo wcielić w życie. Nie to, że jestem jakaś próżna, ale dużo lepiej czuję się sama ze sobą gdy jestem szczuplejsza, a i uśmiech wtedy mam od rana do wieczora :)
O Boże, daj męża
   Obserwacje na temat poczynań dorastających panien gotowych do zamążpójścia oraz wychowywaniu synów na maminsynków.  Pamiętajcie drogie mamy, synów wychowujecie dla innych kobiet. Wasze córki tak czy inaczej sobie w życiu poradzą.
     Moje wnioski są podobne, choć w przypadku szwagrów osobistych miałam wyjątkowe szczęście (a właściwie siostry miały), ale obawiam się, że to jedyne takie przypadki :) Mój mąż może i wie gdzie jest pralka i zmywarka, ale zdaje się często o tym zapomina. Może jestem zbyt surowa, szwagrów idealizuję, bo nie mam ich na co dzień, a od męża ciągle mi mało. Z nim to jest chyba tak, że sam w sobie jest zaradny, ale po co ma się starać... skoro ma mnie?! Tu pretensje mogę mieć tylko sama do siebie. Trzeba było na początku ustalić zakres obowiązków, to teraz nie miałabym żadnego "ale".
Pierwiastek kwoczyzmu
    Wspaniale, że jesteśmy takie dobre, uczynne i opiekuńcze, ale żeby być w pełni szczęśliwe nie możemy zapomnieć o sobie - o własnych radościach, pasjach i wygodach. Bycie sobą nie oznacza, że będziemy gorszymi matkami.
     Święta racja! Ja tam bardzo wysoko cenię sobie prywatność (choć w rodzinie) i własne bziki. Bez nich nie byłabym do końca sobą, a już na pewno nie byłabym w pełni szczęśliwa.
Drzewa kwitną...
    Stan, który aktualnie przechodzę. Alergia na pyłki chyba wszystkich możliwych roślin z całym dobrodziejstwem inwentarza (wszystkie możliwe objawy alergii jakie są). Autorka też to przechodzi i jest skłonna zaufać medycynie niekonwencjonalnej, byle tylko nie ciekło z nosa. No cóż, ja zostanę przy standardowych lekach i "jakoś" przemęczę. Byle do jesieni.
Wsi spokojna?
   Mój ukochany temat nie tylko w literaturze. Lubię ją (wieś) w każdej odmianie - z piękną i bajkową naturą, czy prymitywną, pijaną i biedną (choć jakoś takiego jej obrazu w głowie nie noszę), każdą! Najbardziej tę z mojego dzieciństwa - ciepłą i przyjazną, bezpieczną i troskliwą, a do tego piękną i ciekawą. Szkoda, że przez lata ewoluowała i się zmieniała. Teraz bardziej przypomina małe miasteczko niż wieś, nie wiem czy ktokolwiek hoduje w niej zwierzęta i czy ludzie choć w połowie są tak troskliwi o innych jak kiedyś :( W moim sercu jednak zawsze pozostanie jej obraz końca lat 90-tych. Autorka też widzi zmiany i chyba chwali, ja jednak tęsknię za wsią z "Bułeczki".
  W felietonie autorka przytacza wieś opisywaną przez Polaków na przestrzeni lat od pisarzy pozytywizmu po współczesnych, a także obraz wsi uchwycony w filmach. Dziwi ją "moda" na wieś...
Moja wolność, twoja wolność
    O szacunku do ciszy, której teraz mało kto przestrzega. W sklepie, w hotelu, w restauracji nie można spokojnie zjeść, odpocząć czy pomyśleć. Niewychowane dzieci, o przepraszam wychowane bezstresowo (czyli wcale) drą się, krzyczą i biegają, ale z drugiej strony skoro większość dorosłych nie wie jak się zachować w miejscach publicznych to czego wymagać od dzieci?!
Maestra
    Laurka dla Pani od muzyki, która jak nikt potrafiła zarazić uczniów swoją pasją, pomóc zrozumieć muzykę i nauczyć do niej szacunku.
   Oj też bym chciała być dla kogoś taką inspiracją do działania i najlepszym wspomnieniem z podstawówki. 
Kobieta Podróżna
    Przemyślenia na temat podróży - jej uroków i niewygód, a właściwie głównie niewygodach podróżowania - pociągach, polskich drogach i hotelikach pamiętających czasy PRL-u.
    Ja jakoś szczególnie nie podróżuję, więc mało mam w tym temacie do powiedzenia. Mnie chyba tylko przeszkadza gdy jest zbyt zimno lub zbyt gorąco, ale... sorry taki mamy klimat! :)
Jedzenie jako element życia towarzyskiego, czyli król jest nagi.
    Na bogato nie zawsze znaczy dobrze. Wymyślne kuchnie (czy inne) nie przypominają jedzenia ani w wyglądzie, ani w smaku. Lepiej zjeść po domowemu, w małej, przydrożnej knajpce, gdzie panuje przyjazna atmosfera, a zadowoleni klienci oblizują palce ze smakiem, a nie w sztywnej restauracji, w której kolację trzeba zarezerwować kilka miesięcy wcześniej.
   O tak, wolałabym zjeść polewkę z zsiadłego mleka mojej babci, niż wytworną kolację w prestiżowej restauracji... zresztą tam pewnie bym się nie najadła, bo te porcje są dla pięciolatków.
Sacrum i profanum
      To jedyny felieton, który mi się nie podobał.
   O komercyjności świąt już się tyle mówiło, że temat stał się dla mnie wręcz nudny. Ot jak wspomniałam już wcześniej dla mnie to wymiar czasu i naturalna konsekwencja postępu. Skoro jest popyt to i podaż, więc widocznie Polacy lubią i potrzebują tych wszystkich świecidełek, Mikołajków i gadżetów świątecznych. Co do "owczego pędu" też się z tym nie zgodzę. Sama obchodzę święta, a wierząca nie jestem. Nie robię tego jednak, bo tak trzeba, bo "co ludzie powiedzą" itd. Tej szczególnej atmosfery, rodzinnego szczęścia (nie, nie, wcale nie na pokaz!), pyszności, żartów przy stole, grzybowej i innych pyszności i... prezentów nie oddałabym za żadne skarby. Nie wiem dlaczego, ale wigilia u mojej mamy jest naprawdę niezwykła i inna niż zwyczajne, niedzielne obiadki rodzinne. Wyjątkowa i magiczna. Co do komercyjności świąt to może 10 lat temu ten wielki BUM na święta szokował, ale teraz? ... już chyba nie powinno.
    Święta moją być obchodzone duchowo? - dlaczego? Jeśli w Polsce jest coraz więcej osób niewierzących, ale z jakichś powodów nie chcą rezygnować z organizacji świąt (bo np. tak jak ja lubią ten klimat) to dlaczego nie mają zrobić tego tak jak im się podoba (na czerwono, złoto, czy fioletowo?). Mają do tego takie samo prawo, jak Ci uduchowieni deklarujący skromne święta. To już zwyczajne czepianie się i brak tolerancji, a może nawet zazdrość o to, że niektórzy nie zważając na takie złośliwości mają odwagę zrobić to po swojemu.
    Myślę też, że nieprawdą jest, że większość z tych niewierzących osób podejmuje się organizacji świąt w obawie przed tym co ludzie powiedzą, a zwyczajnie to lubią! Dla mnie to nie jest hipokryzją. Nie potrzebuję żadnego dokumentu o apostazji, szkoda mi czasu - przecież nie potrzebuję na papierze tego w co wierzę lub w co nie wierzę.
Bon Vivant, czyli przypadek Marka
    O tym jak autorka doszła do wniosku, że jeśli pomagać to wędką, a nie rybą...
Kobieta w urzędzie, czyli niedostosowana jestem
    Każdemu czasem "nóż się w kieszeni otwiera" gdy załatwia coś w urzędzie, a właściwie próbuje załatwić.
    Uff... u mnie w mieście jeszcze nie wszędzie są elektroniczne zamki, a i napisy na drzwiach się zdarzają... a na pocztę z urzędu jest bardzo blisko :)
Adam Słodowy czyli co kupić na rocznicę?
   A mówi się, że kobiety są próżne! Że świecidełka im w głowie, ciuchy, buty, torebki! Otóż nie wszystkie! Mnie zawsze i wszędzie bardziej ucieszy książka, ale okazuje się, że są i takie, które wymarzonego prezentu upatrują w ... koparce!
Pollywood
     O tym, jak w mediach nie lubią brzydoty, biedy i inności. Pisać i mówić można tylko o tym co piękne i dobre, w żadnym przypadku nie może być nic dołującego. Przykre...
Przygotowane do lekcji?
    O tym, że zawczasu powinniśmy się przygotować na "oddanie" dzieci światu, a gdy już oddamy to nie możemy temu dziecięciu wchodzić w życie z butami. Niech samo stworzy dom, rodzinę i własne zwyczaje....



   Miało być krótko, ale nie wyszło... Warto przeczytać tę książkę, skonfrontować swoje przemyślenia z refleksjami kogoś innego. Być może w pewnych kwestiach otworzą nam się oczy, w innych może mamy odmienne zdanie, ale na pewno lektura tej książki jest budująca, rozwijająca horyzonty i potrzebna. Miłym akcentem są też świetne przepisy dopełniające każdy rozdział. Pisane od serca i z sercem, a nie w przeliczeniu na gramy i sztywne zasady tworzenia potraw. Dodatkowe komentarze w przepisach - bezcenne.
   Książkę czytałam w czerwcu w nielicznych wolnych chwilach, ale to doskonała lektura na takie właśnie momenty, bo można czytać rozdziałami, nie martwiąc się, że zagubimy się w treści.

Post ukaże się automatycznie w czasie kiedy ja będę spacerowała po stolicy :) 
Planowany powrót w sobotę, 11 lipca.

Książkę przeczytałam w ramach wyzwań:
- Przeczytam tyle ile mam wzrostu (1,8cm)
- Gra w kolory (zielony lub niebieski - jak kto woli)
- 52 książki w 2015
- Polacy nie gęsi

niedziela, 8 września 2013

Holly Webb, Wróć, Alfiku!

Autor: Holly Webb
Ilustrator: Sophy Williams
Tytuł: Wróć, Alfiku!*
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Miejsce i rok wydania: Kraków 2010
Ilość stron: 131
Wiek adresatów: od 7 do 12 lat (choć tak naprawdę mogą ją czytać wszyscy :p)

Zdjęcie książki pochodzi z tej strony.

      W rodzinie Ewy już niedługo mają nadejść ważne zmiany, do których szykuje się cała rodzina. Mama dziewczynki jest w ciąży i wkrótce na świecie ma się pojawić braciszek. Wiedziona poczuciem winy, wynikającym z faktu, że niedługo będzie miała mniej czasu dla córki, mama godzi się spełnić jej wielkie marzenie. Dziewczynka od dawna marzy o piesku i teraz nadszedł moment, by to marzenie się spełniło. W domu pojawił się śliczny, mały, biały piesek rasy Westie, któremu nadano imię Alfik. Piesek wniósł w życie całej rodziny wiele radości i śmiechu. Był uroczy i zupełnie nieszkodliwy. Szybko zdobył serce nie tylko Ewci, ale także mamy i taty. Niestety ta sielanka nie trwała długo. Gdy na świecie pojawił się Staś okazało się, że rodzina ma mało czasu dla pieska i coraz częściej zaniedbuje jego nawet podstawowe potrzeby.
           Jak się skończyła historia? Czy rodzina się opamiętała i zajęła odpowiednio pieskiem? Może uznali, że to dla nich za wiele? Gdzie w tym wszystkim znajduje się Alfik? I czy naprawdę musiało dojść do tak dramatycznych wydarzeń? Czy pewnych spraw nie można było rozwiązać wcześniej?
       Rodzice swoim dzieciom często tłumaczą, że posiadanie psa lub innego zwierzątka to ogromna odpowiedzialność. Zwierzę to nie zabawka i należy się nim odpowiednio opiekować. Tylko co jeśli nawet taka świadoma rodzina nie staje na wysokości zadania i nie potrafi pogodzić wszystkich obowiązków domowych z opieką nad pupilem? Książeczka Holly Webb pokazuje nam dwa rozwiązania. Jedno polega na wielu kompromisach. Drugie jest gorsze, ale czasem po prostu trzeba podjąć trudną decyzję i wybrać z dwojga złego. Autorka oprócz przedstawienia tej trudnej sytuacji i jej rozwiązań skupia się także na emocjach rodziny i pieska. Takie trudne sytuacje dla nikogo nie są łatwe i czasem targają nami sprzeczne emocje. Nie wiemy co robić i myśleć. Ważne by potrafić w porę podjąć właściwą decyzję (choć lepiej wcześniej trzy razy zastanowić się zanim przyjmiemy pupila pod swój dach).
            Ta krótka pozycja przeznaczona głównie dla uczniów szkoły podstawowej jest niezwykła. Bardzo wzruszająca i obrazowa. Mnie samej kilka razy popłynęła łza podczas czytania. Jestem przekonana, że inne książki autorki mają równie bogate wnętrze i głębokie przesłanie. I bardzo chętnie to sprawdzę, by przekonać się czy mam rację :)

* książka przeczytana w sierpniu

Książkę przeczytałam w ramach wyzwań:
Z literą w tle W (sierpień)

piątek, 26 lipca 2013

Marjolijn Hof, Mała szansa

Autor: Marjolijn Hof
Tytuł: Mała szansa
Wydawnictwo: Hokus - Pokus
Miejsce i rok wydania: Warszawa 2010
Ilość stron: 92
Wiek: od 10 lat

Zdjęcie pochodzi z tej strony.


    Kiki ma dobrych, kochających rodziców. W trójkę stanowią wspaniałą rodzinę. Jest jeszcze stary, brzydki pies, za którym Kiki akurat nie przepada, ale Mona również traktowana jest jak część ich zgranej rodziny. Wszystko byłoby idealnie, gdyby nie upodobanie chęci niesienia pomocy chorym i potrzebującym ludziom przez tatę Kiki, który jest zresztą lekarzem. Ojciec dziewczynki nie był zwykłym lekarzem, który codziennie wychodzi do pracy w przychodni czy szpitalu, on pragnął robić coś więcej. Uważał, że na miejscu jest wystarczająco dużo lekarzy, chciał pomagać bardziej potrzebującym. Dlatego też co jakiś czas wyjeżdżał na misje w tereny dotknięte wojną, powodziami, pożarami czy innymi kataklizmami. Tak było i tym razem. Wydawać by się mogło, że Kiki wraz z mamą przyzwyczaiły się już do tej sytuacji, ale w głębi duszy odczuwały strach, przecież nigdy nie wiadomo czy gdzieś nie czai się zabłąkana kula... Niestety dochodzi do najgorszego, tata Kiki zostaje uznany za zaginionego. Nikt nie wie gdzie jest i co się z nim dzieje, od kilku dni nie ma z nim żadnej łączności.
      Z całą tą sytuacją mała bohaterka radzi sobie na swój sposób. Pozornie spokojna, rozluźniona dziewczynka w głębi serca zastanawia się jak odmienić los. Doszła do wniosku, że najlepiej będzie jeśli popracuje nad zmniejszeniem szansy na najgorsze. Zaślepiona chęcią odzyskania taty, całego i zdrowego postanowiła sama wziąć los w swoje ręce. Sami tylko pomyślcie ile znacie osób, którym umarł tata i pies? A takich, którym umarł tata, pies i mysz? - żadnego, prawda! Kiki uznała, że najlepiej jeśli wyprzedzi smutne fakty i... No właśnie. 
       Smutna książeczka o miłości córki do ojca, o nadziei i godzeniu się z trudną sytuacją. Momentami bałam się czytać dalej. Rozumiałam pobudki Kiki, ale miałam ochotę wykrzyczeć jej, że to nie tak, że nie da się odmienić losu, czy zmniejszyć szans. Kiki znała historię o mężczyźnie, który wszystkiego się bał i na wszelki wypadek pozostawał cały czas w domu, by zmniejszyć swoją szansę na to, że coś złego mu się przytrafi. Pewnego razu jednak na jego dom spadło ogromne drzewo i mężczyzna zginął na miejscu. Rodzice Kiki często opowiadali jej tę historię, ale ona nie potrafiła wyciągnąć z niej wniosków. Szkoda, że ze swoimi obawami nie zwróciła się do matki w odpowiednim momencie. I tu nasuwa mi się wniosek dla dorosłych, niekoniecznie rodziców - warto mieć oczy szeroko otwarte.
        Czy zachowanie Kiki było złe? Czy można jej wybaczyć to co zrobiła? I jak skończyła się ta historia? To już trzeba samemu osądzić. Niewielka książeczka dla młodzieży, a daje do myślenia także dorosłym.

Książkę przeczytałam w ramach wyzwań:
     

sobota, 2 lutego 2013

Weronika Marczuk, Chcę być jak agent

Autor: Weronika Marczuk
Tytuł: Chcę być jak agent
Wydawnictwo: Sprawy Polityczne
Miejsce i rok wydania: Warszawa 2010
Ilość stron: 248

Zdjęcie pochodzi z tej strony.


     Po książkę Weroniki Marczuk sięgnęłam dlatego, że... spełniała warunki styczniowej odsłony wyzwania Sardegny - Trójka e-pik. Sam temat nie specjalnie mnie interesował, ale skoro książkę dostałam w ostatnie święta pod choinkę to nie musiałam szukać nic innego.
     We wrześniu 2009 gdy w każdym kolorowym magazynie oraz prasie codziennej zalała nas fala artykułów dotyczących aresztowania Weroniki Marczuk oskarżonej o przyjęcie łapówki również nie byłam tematem zainteresowana i nie specjalnie wiedziałam o co w całej sprawie chodzi. Pisząc "Chcę być jak agent" znana celebrytka miała uzyskać swego rodzaju katharsis - czy uzyskała? Nie wiem. Jedno jest pewne, w ten sposób przedstawiła swoje spojrzenie na całą sprawę, które w pierwszych chwilach całego zdarzenia zupełnie nie interesowało prasy, która szukała sensacji. Zapoznałam się z całą prowokacją przygotowaną przez Centralne Biuro Antykorupcyjne (nie jedyną zresztą) z udziałem sławnego agenta Tomka i ... chyba wolałam tego nie wiedzieć. Wolałam mieć w głowie obraz Mojej dobrej, kochanej, demokratycznej Polski, a nie kraju, w którym nikomu nie można ufać. Nie miałam wcześniej wiedzy na temat sposobów działania CBA. Cieszę się tylko, że jestem małym, szarym człowieczkiem nic nieznaczącym dla systemu :)
       Cała sprawa w sumie mnie męczyła, zbyt dużo faktów, dat, nazwisk. W książce ukazana jest cała 1,5 roczna znajomość Weroniki z Tomkiem i rok po zatrzymaniu, w czasie którego śledztwo ani o krok nie przyspieszyło na przód. W tym czasie wyjaśniono jedynie kwestię zbyt dużej kaucji wyznaczonej przez sąd. Trudno uwierzyć w to, że człowiek zdolny jest przez ponad 1,5 roku grać kogoś kim zupełnie nie jest, kłamać w żywe oczy i żyrując na naiwności "celu" podżegać go do popełnienia przestępstwa i to w wyjątkowo perfidny sposób. Dużo bardziej jednak od całej tej sprawy interesowały mnie fragmenty, w których Weronika pisała o dzieciństwie, przyjaciołach, życiu na Ukrainie, czy chociażby jej związku w Czarkiem Pazurą. Smutne jest to, że były mąż nie czekając na wyjaśnienia Weroniki na temat afery przygotował oświadczenie dla prasy, w którym wyraża ubolewanie, że "Weronika Marczuk-Pazura nie zgodziła się zrezygnować z mojego nazwiska negatywny wydźwięk jej zatrzymania przez CBA, spada na rodzinę Pazurów"... jakby mało miała zmartwień. Kilka miesięcy później Weronika formalnie pozbyła się drugiego członu nazwiska.

Książkę przeczytałam w ramach wyzwań:
od 18 lat ma wyłącznie polskie obywatelstwo
Trójka e-pik - edycja styczniowa (recenzja napisana z lekkim poślizgiem)

sobota, 26 stycznia 2013

Natalia Rogińska, Alicja

Autor: Natalia Rogińska
Tytuł: Alicja
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Miejsce i rok wydania: Warszawa 2010
Ilość stron: 181

Zdjęcie pochodzi z tej strony.

     Alicja to kobieta po 40-tce, właścicielka dobrze prosperującego salonu fryzjerskiego, matka trójki dzieci i... rozwódka, od 3 lat. Stosunki z byłym mężem nie są złe, potrafią ze sobą rozmawiać (zwłaszcza o dzieciach). Były mąż na swój sposób nawet troszczy się o Alicję, choć nie zawsze przynosi to dobry efekt. Choć od rozwodu w jej sypialni nie gościł żaden mężczyzna i Alicja skrycie marzy by to zmienić, to jednak myśli te nie są jakąś jej obsesją. Nasza bohaterka ma też inne sprawy na głowie - musi znaleźć nowego pracownika do salonu, ale to jej dzieci zaprzątają najwięcej jej uwagi. Najstarszy syn Rafał nagle się zakochał i ..., Gabrysia - bogobojna dziewczyna zgrzeszyła i trudno jej się z tym faktem pogodzić. Także najmłodsze dziecię Alicji - Zuzia, sprawia, że matka się o nią martwi, zwłaszcza gdy rozanielona wychodzi na tajemnicze randki. W końcu też pojawia się na horyzoncie (właściwie nie jeden) pewien irytujący, a potem intrygujący mężczyzna... Oj będzie się działo :)
     Nie pamiętam czy kiedykolwiek tak się uśmiałam czytając jakąś książką :) Jestem wdzięczna autorce za tak lekką i humorystyczną historię (Boże autorka jest młodsza ode mnie! a ja w życiu nie byłabym wstanie napisać czegoś takiego). Książkę czytałam głównie na treningach w siłowni (na bieżni i rowerku) i umilałam tym sobie ćwiczenia. Co rusz uśmiechałam się głupio do siebie siłą powstrzymując salwy głośnego śmiechu. Historia Alicji może nie jest oryginalna i zaskakująca, ale napisana w tak świeży i dowcipny sposób, że czytanie książki jest niezwykle odprężające i trudno się oderwać. 
      Nie lubię  umieszczać w recenzjach cytatów, bo uważam je za sztuczne "zapychacze", ale tym razem muszę zrobić wyjątek:
"(...) bo zawsze robił to Grzegorz, w soboty, żeby wyręczyć mnie z obowiązku przygotowania obiadu. Ja tylko szykowałam warzywa i sosy, kroiłam mięso, peklowałam, zawijałam ziemniaczki w folię z masełkiem i czosnkiem, nadziewałam szaszłyki, robiłam deser, rozkładałam sztućce, zmywałam później naczynia z zastygłym tłuszczem - on robił obiad, a ja mu za to z całego serca dziękowałam" s. 92 - 93
"Grzegorz też się przejął moim stanem. Dobry mąż, były:
  - Ale z ciebie niezdara! W jednym miesiącu skręcić nogę i złamać rękę! Ty się nie powinnaś z domu ruszać, bo się zabijesz kobieto! I co ci strzeliło do głowy z tą imprezą? Nie masz co robić, tylko sponsorować komuś picie?..." s. 110 - 111

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania Ejotka - Pod hasłem
oraz

poniedziałek, 14 stycznia 2013

Agata Baranowska, O Zającu, który szukał Swojego Miejsca

Autor: Agata Baranowska
Ilustrator: Agata Baranowska
Tytuł: O Zającu, który szukał Swojego Miejsca
Wydawnictwo: ILUSTRATORNIA
Miejsce i rok wydania: Warszawa 2010
Ilość stron: 30


     Pewien Zając z niewielkiego sklepu w wielkim mieście był bardzo smutną zabawką. Czuł się bardzo samotnie i z utęsknieniem wyczekiwał, aż ktoś go zabierze do domu. Niestety dni mijały, a on ciągle tkwił w sklepie. Zrezygnowany postanowił wziąć sprawy w swoje ręce i samodzielnie poszukać domu. Nie było to jednak takie proste. Zając błąkał się po ulicach Warszawy (która w tekście nazywana jest Miastem, ale ilustracje zdradzają, o które miasto chodzi), później znalazł sobie różne zajęcia - mycie okien wieżowców, prowadzenie autobusu. Następnie przeniósł się do elektrociepłowni pod miastem, jednak nikt nie zwracał tam na niego uwagi. Pewnego dnia postanowił wyjechać, życzliwa lokomotywa podpowiedziała mu by wysiadł na stacji w górach. Miejsce to nie było jednak tym czego szukał. Po pewnym czasie wrócił więc tam skąd wyruszył w podróż. Któregoś dnia spotkał dziewczynkę - Hanię i...
       Choć jestem dorosłym i dojrzałym czytelnikiem, to nie bardzo wiem jaki miał być morał z tej historii. Na końcu dowiadujemy się, że nawet gdyby Zając nie uciekł ze sklepu to prawdopodobnie odnalazłby dom. Z drugiej strony zdobyte podczas podróży dobre i smutne wspomnienia Zając postrzega jako cenne doświadczenia. Z kolei na okładce książki znajdują się słowa "Nie bój się szukać. Nie będziesz żałował, że nie spróbowałeś". Nie wiem jakie wnioski powinien wyciągnąć czytelnik. Odbiór książeczki utrudnia także język, którym posługuje się autorka. Jest trudny i zbyt dojrzały, jak na kilkuletniego czytelnika. Sytuację ratują przepiękne ilustracje, które są bardzo wymowne. Doskonale obrazują uczucia Zająca, co ożywia i dodaje wymiaru całej historii.

Serdecznie dziękuję autorce za możliwość przeczytania książeczki.

Książkę przeczytałam w ramach swojego wyzwania


oraz




czwartek, 10 stycznia 2013

Dariusz Rekosz, Siostrzyczka

Autor: Dariusz Rekosz
Tytuł: Siostrzyczka
Wydawnictwo: Funky Books
Miejsce i rok wydania: Gdańsk 2010
Ilość stron: 200

Zdjęcie pochodzi z tej strony.

     Nadkomisarz Maciej Szwerman, w asyście młodszego aspiranta Jerzego Woźniaka przybywa na basen "Rusałka" w Gdańsku, skąd nadeszło wezwanie. Na terenie szatni kąpieliska sprzątaczka odnalazła ciało mężczyzny z raną klatki piersiowej oraz pozbawionym gałek ocznych. Wkrótce po tym zdarzeniu na brzegu Martwej Wisły pewien mężczyzna dokonuje niecodziennego połowu. W rzece dryfuje ciało. Mężczyzna nosi te same ślady co poprzedni denat. Tym razem pojawia się pewien ślad, który sprawia, że śledztwo rusza do przodu. Dodatkowo obie ofiary łączy pewien trudny do rozszyfrowania tatuaż.  Niestety czas nie sprzyja i pojawiają się następne zgony. W śledztwie pojawiają się nowe dowody i poszlaki. Sprawa staje się coraz ciekawsza i... niebezpieczna...
       Jestem zachwycona! To jeden z najlepszych kryminałów, które czytałam. Nawet nie wiedziałam jaki skarb trzymam na półce! - chwała wyzwaniom czytelniczym i ich twórcom :) Szukanie odpowiednich lektur nie dość, że jest świetną zabawą to jeszcze przynosi same korzyści. Dariusz Rekosz stworzył interesującą i trzymającą w napięciu historię serii morderstw. Doświadczony Szwerman i myślący nieszablonowo Woźniak tworzą udaną parę detektywów. Zaskoczony uwagami Woźniaka Szwerman szybko nabiera szacunku do młodszego kolegi. Razem udaje im się rozwikłać istotne wskazówki śledztwa. Niestety nie wszystkim taki obrót sprawy jest na rękę. Komuś bardzo zależy na uciszeniu sprawy.
      Książka sprawiła mi wiele przyjemności. Wartka akcja, ciekawe przedstawienie postaci i coraz to nowe fakty nie pozwalały oderwać się od treści. Zgrabne połączenie wydarzeń, dowodów i sam przebieg śledztwa stworzyły odpowiedni poziom napięcia i z każdą kolejną kartką odczuwałam większe podekscytowanie i zainteresowanie sprawą. Nie sądziłam, że w tak krótkiej powieści można zmieścić tak wspaniałą i interesującą historię. Bardzo się cieszę, że sięgnęłam właśnie po tę książkę. Rewelacja!


Książkę przeczytałam w ramach wyzwań:

środa, 13 czerwca 2012

Katarzyna Enerlich, Czas w dom zaklęty


     To pierwszy tytuł autorstwa Katarzyny Enerlich, który przeczytałam. Ostatnio często trafiałam na jej nazwisko na licznych blogach czytelniczych, więc gdy tylko zobaczyłam jej książki na wyprzedaży w Matrasie od razu kupiłam trzy jej książki :)
        "Czas w dom zaklęty" to opowieść o trudnym dzieciństwie i dalszym życiu Żydówki (niepraktykującej) Ruty. Jej osobę poznajemy w momencie gdy wraz z matką przeprowadza się do małego miasteczka na Mazurach, gdzie zaczyna się jej gehenna za sprawą... sąsiadki. Serafina z powodzeniem niszczy beztroskie życie Ruty i wpędza jej matkę w stany lękowe, co szybko odbija się na sercu kobiety. Ruta "ucieka" na studia do Torunia opuszczając w ten sposób ten przeklęty dom... Ruta nie przypuszczała nawet, że postać Serafiny już nigdy nie zniknie z jej życia, a jej dalsze losy będą ściśle związane z konsekwencjami zachowań sąsiadki.
       Jest to książka o miłości, zrozumieniu, wybaczeniu i walce o szczęście. Historia Ruty prowokuje do wielu przemyśleń nad własnym życiem, wiarą, sumieniem i pojęciem szczęścia. Czasem nie zdajemy sobie z tego sprawy jak jeden ruch, jedno słowo może wiele zmienić. Jak wiele ważnych spraw wynika z wcześniejszych wydawałoby się błahych sytuacji. Jak skrywane w nas emocje mają wpływ na naszą dalszą egzystencję.
         Jestem bardzo ciekawa kolejnych tytułów autorki.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Tytuły

1001 potwornych rzeczy do odnalezienia 5 sekund do io A jeśli ciernie... A między nami ocean... Adela Afryka Agnieszka opowiada bajkę Alicja Anielka Anioły powodzi Antek Apolejka i jej osiołek Apollo 11. O pierwszej podróży na Księżyc Aprilek Arcydzieła do kolorowania Atlas anatomiczny Australijczyk w Italii Awaria małżeńska Bajki od św. Mikołaja Baranek Bronek Basia i alergia Basia i podróż Basia i urodziny w muzeum Beki smarki pierdy czyli co się dzieje w moim ciele Beverly Hills Beverly Hills 90210 Bez przebaczenia Bliski Wschód Blondynka w Indiach Blondynka w Meksyku Bluszcz prowincjonalny Bogusia Boże Narodzenie. Kuchnia świąteczna Boże Narodzenie. Świąteczne dekoracje i smakołyki Cappuccino Chcę być jak agent Chleby bułki bułeczki Chory kotek Chuliganka Ciasta bez pieczenia od A do Z Ciekawość Ciotki Coolman i ja Cudaczek - Wyśmiewaczek Cudaki Opaki Cukierek dla dziadka Tadka Cukiernia w ogrodzie Czar miłości Czarodziejka Lili i świąteczna magia Czas w dom zaklęty Czerwone liście Córeczka tatusia Daleki rejs Dama Kameliowa Damą być. Jak ubrać się i zachować w różnych sytuacjach Dania z piekarnika od A do Z Dekoracje na każdą okazję Dekorowanie potraw Disney:Kubuś Puchatek Do ostatniego tchu Dobra kuchnia od A do Z Dogonić rozwiane marzenia Dom nad Rozlewiskiem Dom nad klifem Dom z papieru Dorysowanki. Rozwijaj wyobraźnię Dotknąć prawdy Dotyk zła Drugi Drzazga Dwa pstryki techniki Dwie miłości Dwoje na wirażu Dylemat doktora Andersona Dziadek na huśtawce Dzidziuś. Niewielka książeczka o wielkiej stracie Dziedzictwo Dzielny Fryderyk Dziennik Cwaniaczka. Zapiski Grega Heffleya Dziewczynka z balonikami Dziwni klienci Dżunia Edward i jego wielkie odkrycie Facet z grobu obok Filip i najazd intruzów Fryckowe lato Gagi Gangu Purpurowej Ręki Galeria uczuć Gnój Grzech aniołów Grób rodzinny Gwiazd naszych wina Głos bez echa Hakus pokus Hania Humorek. Najfajniejsza na świecie Humorkowa Księga Kolorowanek i innych zabaw Henryśka drugiej tak wspaniałej nie znajdziecie Herbata. Moc smaku i aromatu Hirameki Historia leśnych kochanków i inne opowiadania Historia pewnego statku. O rejsie Titanica Historia tajemniczego kucyka Hop siup Stokrotko I co teraz? Imię Twoje... Inspektor Kres i zaginiona Jajko z niespodzianką Jak Maciek Szpyrka z dziadkiem po Nikiszowcu wędrowali Jak krówka Stokrotka nauczyła się szanować przyrodę Jak pracuje Święty Mikołaj? Jak to ze lnem było Japońskie łamigłówki Jeż w grzybnym lesie Jeżynka nie chce się bawić Julka Julka Wróbel i przygoda ze świnką Język dwulatka Język niemowląt Kaprysy milionera Kasia i Grześ Kasia i Kubuś. Urodziny taty Kasia i Zosia Klub Przyjaciół Kobieta niespodzianka Kochaj i jedz Brazyliszku Kolorowanka Motyle Konik polny Kora Kołysanka dla Rosalie Kradzież nad Niagarą Kronika ślubnych wypadków Król złodziei Księga motyli Księżniczka Amelia i jej pies Księżniczka Julka i jej kucyk Księżniczka Lena i jej chomik Księżniczka Zosia i jej kot Księżniczka i wszy Kto się śmieje ostatni Kto wiatr sieje Kubuś Puchatek Kwiaty na poddaszu Kwitnący krzew tamaryszku Labirynt kłamstw Lasy w płomieniach Lato szczupaka Letni kiermasz Lew Czarownica i Stara Szafa Lewandowski. Wygrane marzenia Lidka Listy Lodowa pułapka Los utracony Madzia syrenka Magia świąt. Tradycyjne przepisy kulinarne i świąteczne ozdoby Magiczna cukiernia Magiczna gondola Maksio ma kłopoty Malowany ul Malownicze Marina Martynka i Gwiazdka Mała szansa Mały Książę Michał Jakiśtam Miecz króla Szkocji Miłość nad Rozlewiskiem Moje wypieki i desery Moralność pani Piontek Mordercza gra Motyle Muszka która nie umie latać Mój pies Bezdomny Na boisku Na krawędzi Na zakręcie Na łeb na szyję Narzeczone lorda Ravensdena Natalii 5 Nic nie trwa wiecznie Niechciana prawda Niezwykły przyjaciel Noc kosa Nowy początek O Bogince Jemiole O Janku co psom szył buty O psie który jeździł koleją Obudzić szczęście Ogon Kici Ogród cieni Ogród czasu. Artystyczna kolorowanka Oplątani Mazurami Opowieść niewiernej Opowieść wigilijna Osaczona Ostateczny cel Ostatnie ostrzeżenie. Globalne ocieplenie P.Rosiak (nie) daje się czarnej śmierci P.Rosiak i czadowe majtki P.Rosiak i kupa śmiechu P.Rosiak i zabójczy bąk P.Rosiak superbohaterem Pamiętne lato Pampilio Pan Jaromir na tropie klejnotów Pan Soczewka na dnie oceanu Parasol Pensjonat Marzeń Pewnej wrześniowej niedzieli Pierrota bolą kopytka Pierwsza na liście Pierwsze światła poranka Pierwszy raz Pierwszy wiosenny dzień Pies i kot w leśnym zakątku Pieśń o poranku Piątkowska Renata Pięćdziesiąt twarzy Greya Po prostu bądź Pocałunek śmierci Pocztówka z Toronto Pod ziemią w Villette Pokuta Polka Pollyanna Powroty nad Rozlewiskiem Powrót do Lwowa Prawdziwy cud Projekt matka Przygody Małego Wodnika Przyjaciółki na zawsze Puchatkowe zabawy Pudełko ze szpilkami Płatki na wietrze Płomienie śmierci Quilling. Cuda z papieru Radek Szkaradek. Bekanie! Ratowanie świata i inne sporty ekstremalne Rekin Śmieszek Rozmowy Rzepka Rękawiczka Sałatki od A do Z Sieroce pociągi Single Siostry Pancerne i pies Siostrzyczka Sklepik z Niespodzianką Skrawek nieba Smak kamienicy Smak nadziei Spotkanie nad jeziorem Sprawa tchórzliwego dezertera Sprawa trzech desperado Strachozagadki Szkolna wycieczka Szkolne czary Szkoła żon Sztuka uprawiania róż z kolcami Sztuka wyboru Szukając misia Szybko i zdrowo od A do Z Słodki świat Julii Ta druga Tajemnica Black Rabbit Hall Tajemnica Namokniętej Gąbki Tajemnica bzów Tajemnica drewnianej sowy Tajemnica gangu niebieskich Tajemnica kina Tajemnica mumii Tajemnica szafranu Tajemnica zwierząt Tajemnica śnieżnego potwora Tajemnice Luizy Bein Tak miało być Teodor rusza z pomocą Tilly Towarzyszka Panienka Trzy oblicza pożądania Ulica Rajskich Dziewic Ulotne chwile szczęścia Uśmiech niebios W blasku miłości W kajdankach namiętności W proch i pył W świecie wiatru i wierzb. Wyznania chińskiej kurtyzany Wakacyjna opowieść Wesołe wierszyki Widok z mojego okna Widok z mojego okna. Przepisy nie tylko na życie Wielka kolekcja bajek o przygodach Maszy i Niedźwiedzia Wielka księga. Hania Humorek Wiersze dla dzieci Wiśniowy Klub Książki Wróć Alfiku! Wszystkie chwyty dozwolone Wszystkie kłamstwa Wszystko inne poczeka Wymarzony czas Wymarzony dom Wymarzony koncert Wyprawa na biegun Wyspa dla dwojga Z tęsknoty za Judy Za króla Piasta Polska wyrasta Zabawki z fantazją. Pomysły na cały rok Zabawy plastyczne dla dzieci Zabawy z mamą. Książka dla rodziców i dzieci Zagadka dna morskiego Zagadka hien cmentarnych Zagadka salamandry Zagadka zegara maltańskiego Zagadki przeszłości Zagubiona w śniegu Zając zostaje! Zakład o miłość Zamek z piasku Zamieniec Zanim nadejdzie ciemność Zapach lawendy Zapiski (pod)różne Zasupłana historia Zima Sapcia i Pufcia Zimowa przygoda Znikające wrotki Znikający króliczek Zorkownia Zosia Ernest i ktoś jeszcze Zośka Bohaterka Zośka Wspaniała Zuzanna Zuźka D. Zołzik nie jest złodziejką Zwykły człowiek Łatwe zupy Śladem zbrodni Ślady krwi Ślub Ślubna przygoda Ślubny kontrakt Żegnaj szkoło - na zawsze Żona_22 Życie z drugiej ręki

Literatura (wg Katalogu Biblioteki Narodowej):

Źródło książki: