Jestem amatorką, a nie krytykiem literackim. Moje recenzje/opinie nie są profesjonalne. Piszę, bo to lubię, więc jeśli szukacie jakiejś obiektywnej, "mądrej" opinii to raczej zły adres. Od książek nie wymagam zbyt wiele, czytam głównie obyczajówki i "czytadła", czasem thrillery czy kryminały oraz sporo literatury dla dzieci. Czytanie sprawia mi przyjemność, więc zdecydowana większość recenzji jest tutaj pozytywna - książki wybieram po opisie z tyłu książki, więc wiem na co się "porywam" :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nie polecam. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nie polecam. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 18 września 2017

Justyna Chrobak, Zapach miłości

Autor: Justyna Chrobak
Tytuł: Zapach miłości
Wydawnictwo: Replika
Rok wydania: 2011
Ilość stron: 248 (przeczytanych 38!)

   Śliczna, ujmująca okładka kojarzy mi się z czymś dobrym, spokojnym, pełnym miłości, radości, spełnienia, błogości. Od razu pomyślałam o tym, że historia miłości opisana na kartach książki będzie kojąca, pokrzepiająca i ciepła, że to będzie naprawdę przyjemna powieść w sam raz na te deszczowe wieczory. No niestety... prawda dalece odbiega od moich założeń.


    Pewnie to nie w porządku oceniać książkę po... 38 przeczytanych stronach, ale nie byłam w stanie przeczytać więcej.

   Bohaterką jest menadżerka pewnej restauracji w galerii handlowej, której w ogóle nie zależy na pracy, a przynajmniej na tym żeby była poprawnie i rzetelnie wykonywana. Z drugiej strony, zaraz po tym jak poznajemy podejście Magdy do pracy widzimy z jak wielkim poświęceniem podaje ona klientom lody (dodam, że choć pozostali pracownicy restauracji byli wtedy w pracy to ona wyszła ze swojej klitki zwanej biurem i obsługiwała klientów). Wiemy też, że Magda bardzo lubi się z dziewczynami z pracy, dużo ze sobą rozmawiają, ufają sobie i spędzają ze sobą czas także w czasie wolnym. Wiedząc o tym dziwi mnie fakt, że na pytanie typu "Co słychać?", dziewczynie z którą rozmawia codziennie odpowiada - "Spoko. Bez zmian. Smętnie, samotnie, bez seksu"*. To ja nie wiem, czy Magda jest tak rozwiązła, że sytuacja może zmienić się w ciągu jednej nocy w środku tygodnia, czy też w drodze do pracy?

     Jestem zbulwersowana całym przeczytanym fragmentem. Rozmowa o seksie to nie jedna rzecz, która drażni mnie w bohaterce. Ona jest totalnie oderwana od rzeczywistości. Zachowuje się jak nastolatka, beztrosko podchodzi do życia, jest nieodpowiedzialna i nieprzewidywalna. Jest jak chorągiewka, założę się, że zrobi wszystko, co jej się narzuci. Nie ma własnego zdania, jest niekonkretna i niegodna zaufania.

    Nie dość, że bohaterka jest irytująca to autorka sili się tu na udawany luz. Chciała chyba stworzyć polską Bridget Jones, ale zupełnie nie wyszło. Książka najeżona jest błędami, które dotkliwie kłują czytelnika. Zapytacie, skąd o tym wiem, skoro przeczytałam tylko kilkadziesiąt stron? Czy szef musi podpowiadać menadżerowi restauracji o tym, że ze względu na zmiany w konkurencji trzeba przygotować nową promocję? Czy to nie należy do jego zwyczajowych obowiązków? Z drugiej strony, skoro menadżer obsługuje klientów?! To restauracja, a mam wrażenie, że główną jej atrakcją (nawet w zimie!) są lody na gałki... Wyrażenie: "Ja powieszam nowe plakaty ważne od jutra (...)"** też nie jest poprawne. Ja oczywiście też popełniam błędy, wiem o tym, ale przed wydaniem książki wydawnictwo dokonuje jakiejś korekty, redakcji, a tu? Tego nie da się czytać.

   Niestety wyszło kiepsko, i choć przeczytałam tylko początek, to wiem, że książka nie zaskoczyłaby mnie niczym pozytywnym. Pozytywna jest tu tylko okładka. Zdecydowanie nie polecam!

* Justyna Chrobak "Zapach miłości", Wydawnictwo Replika, 2011, s. 12
** Justyna Chrobak "Zapach miłości", Wydawnictwo Replika, 2011, s. 24

P.S. Swoją opinią nie chcę robić przykrości autorce książki. Wyraziłam to co czuję, a i tak starałam się to zrobić łagodnie. Żałuję, że nikt nie uświadomił tego autorce zanim książka została wydana, na pewno wiele można było poprawić w fazie tworzenia i korekty redakcyjnej. Szkoda...

niedziela, 30 kwietnia 2017

Angele Lieby, Herve de Chalendar, Ocaliła mnie łza

Autorzy: Angele Lieby, Herve de Chalendar 
Tytuł: Ocaliła mnie łza
Wydawnictwo: Świat Książki
Rok wydania: 2013
Ilość stron: 190

   Dlaczego sięgam po książki traktujące o chorobach i nieszczęściu innych? ... chyba dla pozytywnego wzmocnienia! Tak, tak, trochę to przewrotne, ale właśnie takie książki mi pomagają. Na co dzień potrafię doceniać to co mam, cieszę się, że widzę, słyszę, mówię, chodzę, mam rodzinę, że mam pracę i mam gdzie mieszkać. Doceniam to każdego dnia, ale bywa, że natłok innych problemów, spraw, do tego permanentne przemęczenie i niesprzyjająca aura tak mnie przytłaczają, że potrzebuję dodatkowego bodźca, który przypomni mi o moim szczęściu.


     Angele to kobieta po 50-tce, bardzo aktywna ruchowo, prowadząca zdrowy styl życia. Gdy nagle czuje się gorzej nawet nie podejrzewa jakie będą konsekwencje pogarszającego się samopoczucia. Ból głowy i odrętwienie ciała sprawiają, że kobieta udaje się do szpitala. Lekarze nie bardzo wiedzą co jej dolega i chcą ją puścić do domu, ale ona się na to nie godzi. Gdy jej stan się pogarsza lekarze postanawiają wprowadzić ją w stan śpiączki farmakologicznej. I tak zaczyna się jej największy, trwający wiele miesięcy dramat. Angele nie może się wybudzić, nie wykazuje żadnych oznak świadomości, dlatego personel szpitala przekonany jest, że nastąpiła śmierć mózgowa. Pacjentka jednak wszystko słyszała, rozumiała i... czuła, także najgorszy ból jaki jej zadawano chcąc sprawdzić przytomność czy wykonując kolejne zabiegi. Jej wydawało się, że krzyczy, mruga, rusza rękami i nogami, a w rzeczywistości nie działo się nic. Nie dawała żadnych oznak życia, aż wreszcie ocaliła ją łza...

    Książka, jak sama autorka pisze, jest świadectwem prawdy, opisem przeżyć, które udało jej się zapamiętać. To zapis walki o zdrowie, przebiegu leczenia i pobytu w szpitalach oraz ośrodku rehabilitacyjnym. 

   Czy książka mną poruszyła? Czy spełniła swój cel? Czy otworzyła oczy? Hmmm trudno oceniać książki tego typu, ale ja niestety czuję się mocno rozczarowana! Przede wszystkim widać, że książka miała być dla autorki swoistym katharsis (nawet jeśli twierdzi inaczej). Angele Lieby chciała ponoć tylko przedstawić fakty, przybliżyć innym przebieg swojej choroby i proces leczenia, a dla mnie to raczej lista żalów i pretensji do pracowników szpitala. Jestem zniesmaczona i zawiedziona. Rozumiem rozgoryczenie Angele, ale jeśli ma jakieś obiekcje co do przebiegu leczenia to powinna dociekać swych praw w sądzie, a nie przelewać żale na kartach książki. Zupełnie inaczej pisze o pierwszym szpitalu i jego personelu, niż o drugim, jak i ośrodku rehabilitacyjnym. Szczególnie ruszyło mnie to, że imiennie nazwała pielęgniarkę, która mogła uniknąć błędu, który kosztował Angele ponownej utraty umiejętności samodzielnego oddychania. Jej żale przewijają się przez całą książkę, choć nie są wypowiadane wprost. Każdy czytelnik dostrzeże je jednak między wierszami. Kilkukrotnie też podkreśla, że z choroby wyszła dzięki silnej woli i optymistycznemu usposobieniu, jakby te wszystkie zabiegi i rehabilitacje podejmowane w pierwszym szpitalu były niepotrzebnie wykonywane. Całe szczęście, że książka była krótka, bo w innym wypadku pewnie bym jej nie skończyła.

   Nie polecam.

Książkę przeczytałam w ramach wyzwań:
- Pod hasłem - europejska po raz pierwszy
- Wyzwanie biblioteczne - wariant II
- Przeczytam tyle ile mam wzrostu - 1,9 cm (44,1 cm z 158 cm)
- 52 książki w 2017 (21)
- Z półki (7)

środa, 18 maja 2016

Anna Grzyb, Życie z drugiej ręki

Autor: Anna Grzyb
Tytuł: Życie z drugiej ręki
Wydawnictwo: Szara Godzina
Miejsce i rok wydania: Katowice 2015
Ilość stron: 192

     Debiut literacki nagrodzonej za najlepszy blog roku 2014 Anny Grzyb wywołał w sieci wiele emocji. Czytałam na temat jej książki wiele nieprzychylnych komentarzy, czytelniczki miały też żal do znanych autorek, które rekomendowały treść na okładce książki. Trudno było mi w to wszystko uwierzyć, no bo jak to? Życiowa książka (coś co lubię), skierowana do kobiet w przedziale 25 - 40 lat (pasuje) o codzienności, dzieciach i kłopotach małżeńskich. Wszystko to, co w książkach lubię, więc co mogło pójść nie tak? Przecież sama chętnie czytałam teksty autorki na blogu "Pisaninka". Musiałam przekonać się sama...

    ... i strasznie żałuję! "Życie z drugiej ręki" było dla mnie niezwykle trudną lekturą, choć to może akurat złe określenie, bo treść była prosta i nijaka. Kompletnie nic nie wniosła w moje życie... no może trochę więcej snu, bo choć to niewielka objętościowo książka, to prawie za każdym razem gdy zaczynałam czytać zasypiałam. Od momentu gdy przeczytałam wreszcie ostatnią stronę (a było to kilka dni temu) zastanawiam się po co ona właściwie powstała. Lubię gdy książka, nawet o sprawach codziennych, zmusza do refleksji nad własnym życiem, pokazuje świat z nieco innej perspektywy, daje kopa do działania czy zwyczajnie stanowi nadzieję na lepsze jutro. Tutaj nie ma nic. Bohaterka jest marudna, nieprzyjemna, apatyczna, ciągle narzeka, a przy tym czuje się nierozumiana i niedoceniana. Nie widzi swoich ewidentnych wad. Jest toksyczna, męcząca i ciągle niezadowolona. Gdy opowiadała o powodach swoich frustracji nie mogłam się z nią zgodzić, ja wszystko widziałam zupełnie inaczej. Ten Mąż wykazywał się wielkim zrozumieniem i... miłością, skoro wytrzymał z taką zołzą! 

     Autorka na końcu książki pisze, że wszystkie zdarzenia są fikcją i czytelnicy nie powinni upatrywać się w niej podobieństwa do jej prywatnego życia. Hmmm... trudno się tego trzymać, gdy podobieństwo (nawet dla osób, które ledwo "znają" ją z lektury bloga) jest bardzo prawdopodobne. Poza tym pierwszoosobowa narracja sugeruje, że autorka dokładnie wie o czym pisze i dokładnie wczuwa się w losy bohaterki. Swego czasu Anna Grzyb pisała wiele o żalu, który żywi do wydawców, autorów i czytelników swojego bloga. Pisała o tym, że czuje się wykorzystana i oszukana. Anita, bohaterka książki (swoją drogą Ania - Anita, obie mają trójkę dzieci) też jest tą dobrą, życzliwą, zawsze pomocną, a ludzie cięgle wystawiają ją do wiatru, zawodzą i zostawiają na lodzie. Ten Mąż nie rozumie, nie przytula, nie adoruje, ale jak wraca do domu to Anita odlicza dni kiedy wreszcie odjedzie z powrotem, by mieć święty spokój. Ten Mąż nigdy nie pomaga w domu, no chyba, że da mu się wytyczne i dokładnie powie co ma zrobić (serio? taki mąż to skarb!), no tak, ale przecież wszystko robi źle i ma to stale wytykane (wcale się nie dziwię, że sam nie podejmuje inicjatywy, skoro wie, że obojętnie jakby się nie starał to i tak będzie źle, jednak wie, że to nie w porządku, więc jak musi to robi). Mnie się tu coś nie zgadza, a Wam? Postać Anity przypomina mi przypadek osoby z chorobą dwubiegunową. Raz euforia, chęci do działania, świat w kolorach, a po chwili narzekanie, lamentowanie i zniekształcony obraz rzeczywistości (która zadowoliłaby nie jedną osobę). Gdyby tylko Anita zdawała sobie z tego sprawę i autorka "pociągnęłaby" wątek choroby to książka miałaby zupełnie inny wymiar, a tak jest płaska, nudna i strasznie irytująca :(

     Zdecydowanie nie polecam! Nie róbcie tego co ja i nie upierajcie się przy tym, że musicie przekonać się sami i wyrobić sobie własną opinię o książce. Totalna strata czasu! 


Książkę przeczytałam w ramach wyzwań:
- Cztery Pory Roku - WIOSNA
- Pod hasłem - Muzyczne tytuły (Andrzej Waligórski "Panienka z pierwszej i drugiej ręki")
- Polacy nie gęsi - motyw: macierzyństwo (23)
- Przeczytam tyle, ile mam wzrostu - 1,6 cm (35,2 cm z 158)
- Czytamy powieści obyczajowe
- 52 książki w 2016 (27)

poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Agnieszka Lingas - Łoniewska, Zakład o miłość

Autor: Agnieszka Lingas - Łoniewska
Tytuł: Zakład o miłość
Wydawnictwo: Novae Res
Miejsce i rok wydania: Gdynia 2011
Ilość stron: 237

    "Bez przebaczenia" Agnieszki Lingas - Łoniewskiej jest jedną z moich ulubionych książek i mimo kilku błędów językowych, uporczywych zdrobnień imienia głównego bohatera zawsze będę miała do niej sentyment. Bardzo spodobała mi się postać głównej bohaterki - upartej i dumnej, która przez taki właśnie charakter wiele w życiu straciła, ale i tak pozostała sobą.

    Nie ukrywam, że tym razem też oczekiwałam czegoś mocnego, co na stałe wryje mi się w pamięć i nie pozwoli o sobie zapomnieć.


    Już po tytule można było się zorientować co otrzymamy. I rzeczywiście, była sobie dziewczyna (na dodatek na dwa tygodnie przed ślubem), której życie po jednym wieczorze zmienia się diametralnie. Niespodziewanie zakochuje się w kimś nowym - cynicznym buntowniku, drwiącym z miłości i innych głębszych uczuć. Wszystko oczywiście dzieje się za sprawą perfidnego, szczenięcego zakładu. No i tu zaczynają się schody... To co miało być tylko zabawą, rozrywką szybko zmienia swe oblicze i....

   Cóż niby wiedziałam czego się spodziewać, takiej trochę bajki o Kopciuszku... ale to co dostałam o wiele bardziej przypominało mi niedawno oglądany film "Trzy metry nad niebem" i tu był pierwszy zgrzyt. Drugi zgrzyt nastąpił, gdy zorientowałam się, jak bohaterka łatwo poddaje się nowej znajomości - nie byłoby wcale w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że wychowana została w konserwatywnej rodzinie, na cnotliwą kobietę i zdaje się wcześniej niespecjalnie jej to przeszkadzało. Wiem, że czasem musimy powiedzieć "dość", ale jakoś reakcje dziewczyny zupełnie nie pasowały mi do jej osobowości. Kolejny zgrzyt - Sylwia wiedząc jakim człowiekiem był Aleks (chłodnym, obojętnym, bezdusznym, nieczułym), który mimo wszystko zaczął się dla niej zmieniać to zdecydowanie nie powinna zareagować tak jak zareagowała na wiadomość o zakładzie. Nie, nie kupuję tej historii, nie przekonała mnie i nie wydała się wiarygodna. A oliwy do ognia dolał fakt, że na końcu okazało się, że cała historia jest retrospekcją i to sprzed ok. 40 lat... a w czasach młodości Aleks jeździł "wypasionym", czarnym BMW.

    Niestety jestem szczerze rozczarowana. Nie polecam. Pewnie gdybym to od tej książki zaczęła przygodę z twórczością autorki to nie sięgnęłabym po jej kolejne książki, a przecież po lekturze "Bez przebaczenia" zamierzałam przeczytać je wszystkie. Teraz nie wiem czy warto... a Wy jak myślicie? W najbliższym czasie zamierzałam sięgnąć po serię "Szukaj mnie wśród lawendy", ale nie chcę kolejnego rozczarowania...

Książkę przeczytałam w ramach wyzwań:
- Gra w kolory (zielony)
- Pod hasłem (alfabet)
- Czytamy powieści obyczajowe
- Polacy nie gęsi - o miłości, która przetrwa wszystkie przeciwności
- Przeczytam tyle, ile mam wzrostu - 2,4 cm (31,5 cm z 158)
- 52 książki w 2016 (23)

sobota, 16 stycznia 2016

Teresa Monika Rudzka, Bibliotekarki

Autor: Teresa Monika Rudzka
Tytuł: Bibliotekarki
Wydawnictwo: Skrzat
Miejsce i rok wydania: Kraków 2010
Ilość stron: 296

    Dawno, dawno temu, nasza blogowa koleżanka Basia Pelc z wielkim entuzjazmem zachęcała mnie do lektury "Bibliotekarek". Wcześniej o książce nie słyszałam, ale po przeczytaniu recenzji u Basi poczułam się zainteresowana. Głównie ze względu na humor... W tamtym okresie, kiedy to ukazała się u Basi recenzja, moja koleżanka z pracy uczestniczyła akurat w seminarium podczas którego, jedna z prelegentek przedstawiała referat na temat "Sytuacji stresogennych w zawodzie bibliotekarza" i wspominała (ta moja koleżanka), że nigdy by nie pomyślała w ten sposób o niektórych czynnikach. Tym bardziej chciałam poznać proponowaną lekturę, by skonfrontować swoją wiedzę o bibliotekarzach i to co usłyszała podczas odczytu koleżanka z tym to co autorka zawarła w swojej książce.


    No cóż......... książka mnie niestety strasznie zawiodła... Nie odnalazłam w niej humoru, a raczej żenujące widowisko z udziałem bibliotekarek (same kobiety), które były niezwykle charakterne. Nawet Żywia, która jest główną narratorką w książce (nie jedyną) niczym się nie różni od swoich nowych koleżanek. Niby to elegancka, wykształcona (polonistyka) i oczytana kobieta, a często pokazywała, że jest tak samo arogancka i uprzedzona jak jej współpracowniczki. 

    Dla mnie książka to jedna wielka farsa. Miało być z humorem, przymrużeniem oka, a jest satyrycznie. Od razu przypomniał mi się stary kabaret "Polskie ZOO" ośmieszający polityków. W książce nie było żadnych pozytywnych postaw bibliotekarek, a jeśli jednak były (a ja nie zauważyłam) to skutecznie zostały "zagłuszone" przez cynizm i ironię. Biblioteka, filia nr 32 jest niczym gniazdo os. Głośno tam jak w ulu, bibliotekarki ciągle coś lub kogoś obgadują (a najczęściej siebie nawzajem) i zewsząd słychać złowrogie brzęczenie. Czytelnicy traktowani są jak zło konieczne i muszą uciekać zanim zostaną użądleni. W książce znajdziemy dodatkowe rozdziały ze skargami czytelników, które chyba miały ich ośmieszyć i odwrócić uwagę od wrednych bibliotekarek... dla mnie całość strasznie żałosna.

    Książka jest fikcją literacką i wszystkie opisane w niej sytuacje, rozmowy i zdarzenia są zmyślone, tylko czy ktoś, kto zupełnie nie zna pracy bibliotekarzy "od kuchni" nie pomyśli sobie, że dużo w tym prawdy? I jeszcze te wszystkie układy i układziki... no może w PRL-u, ale książka osadzona jest w roku 2008. Żenada!

    Jestem zniesmaczona i czuję się trochę oszukana. Nie tego oczekiwałam. Ciągle miałam nadzieję, że na końcu będzie jednak coś pozytywnego, że autorka nagrodzi mnie, że wytrwałam, a dostałam ... w twarz. To by było na tyle...

Książkę przeczytałam w ramach wyzwań:
- Pod hasłem - Pani (ta - bibliotekarka)
- Polacy nie gęsi (książka, do której zachęciła mnie 
blogerka Basia Pelc)
- Grunt to okładka - bez twarzy
- Przeczytam tyle, ile mam wzrostu - 1,7 cm (2,6 cm z 158)
- Czytamy powieści obyczajowe
- Gra w kolory (biały)
- Z półki (1)
- 52 książki w 2016 (2)

niedziela, 30 sierpnia 2015

Selma Lagerlöf, Zamieniec

Autor: Selma Lagerlöf
Ilustrator: Jan Samuel Miklaszewski
Tytuł: Zamieniec
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Miejsce i rok wydania: Warszawa 1968
Ilość stron: 31
Wiek adresatów: ok. 8 - 10 lat

   Instynkt macierzyński to jedna z najmocniejszych sił. Nieustannie zadziwia i zachwyca. Matki dla swych dzieci są w stanie wejść do płonącego budynku, podnieść samochód czy narazić się na inne niebezpieczeństwo, byle tylko ratować potomka. A jak jest z cudzymi dziećmi?

  
    Dawno, dawno temu małżeństwo jadące przez las spotkała tragedia. Przechodząca przez las czarownica z rodu trollów postanowiła odebrać parze maleńkie dziecko, w zamian zostawiając jej swojego, maleńkiego trolla. Małżonkowie rozpaczali, szukali swego dziecka, ale na nic się to zdało. Wtedy kobieta postanowiła zaopiekować się trollątkiem, choć ten był brzydki i odrażający. Ta decyzja nie spotkała się z entuzjazmem innych, ludzie oddalali się od kobiety, ostatecznie odszedł także mąż. Kobieta poświęciła wszystko by chronić dziecko czarownicy. Jak wyglądało życie kobiety? Jakie targały nią uczucia? Jak zakończyła się ta historia?

    Przyznam szczerze, że tej książki nie poleciłabym żadnemu dziecku. Oczywiście postawa kobiety jest godna podziwu (choć i ona miała wątpliwości dotyczące swoich wyborów), ale podejście innych do trollątka było karygodne! To w końcu było tylko dziecko i zasługiwało na dobre i szczęśliwe dzieciństwo, a ludzie traktowali je jak gorsze zło tylko dlatego, że było brzydkie. W zasadzie nie wiem co autorka miała na myśli. Czy to, że dobro popłaca? Że nie powinniśmy odrzucać innych tylko ze względu na ich wygląd? Morał nie jest tutaj oczywisty i jednoznaczny. Ja mam trudność z odczytaniem przesłania, a myślę, że dla dzieci będzie to jeszcze trudniejsze.

   Może jestem ignorantką i nie potrafię dostrzec sensu tej niewielkiej opowiastki, ale uważam, że nie jest to utwór, który spodoba się dzieciom w wieku szkolnym i myślę, że rodzice tych dzieci też nie byliby usatysfakcjonowani. Treść to nie wszystko. Ilustracje także nie zachęcają. Nie na wszystkich rysunkach można rozpoznać kształty, są rozmazane i niewyraźne. Nie polecam.

Książkę przeczytałam w ramach wyzwań:
- Odnajdź w sobie dziecko (inne traumatyczne wydarzenie)
- Gra w kolory (zielony)

wtorek, 17 marca 2015

Adam Mickiewicz, Rękawiczka / Juliusz Słowacki, O Janku co psom szył buty

Autor: Adam Mickiewicz
Ilustracje: Teresa Wilbik
Tytuł: Rękawiczka
     *     *     *
Autor: Juliusz Słowacki
Ilustracje: Maria Uszacka
Tytuł: O Janku co psom szył buty

Wydawnictwo: "Epoka"
Miejsce i rok wydania: Warszawa 1987
Ilość stron: 48
Wiek adresatów: 5 - 8 lat




    Książeczka zawiera dwa tytuły (czytane dwustronnie),  dwóch polskich wieszczów. Nie przypominam sobie tych bajek z dzieciństwa, ani treść nie wydaje mi się znajoma, ani tytuły. 

    Trudno mi się wypowiedzieć na temat tej pozycji, gdyż zupełnie do mnie nie trafiła :( Nie chcę wyjść na ignorantkę, bo przecież oba teksty wyszły spod pióra mistrzów, ale niestety uważam, że nie mają zbytniej wartości. Od książek dla dzieci oczekuję albo rozrywki - tekstów wywołujących uśmiech na twarzach małych czytelników, jakiejś przygody, zabawy, albo umiejętnie przeprowadzonej "życiowej lekcji" - tak, żeby czytelnik zrozumiał ukryty sens, wyniósł naukę z książki, ale też bez zbędnego moralizowania. Tutaj nie do końca się to udało :(

     "Rękawiczka" to bajka (bo bajka to krótki utwór wierszowany, zawierający przesłanie, dobrze mówię?), która ma na celu uświadomić nam, że ktoś kto wymaga od nas dowodu uczuć tak naprawdę nie jest wiele wart, bo najpewniej jego intencje nie do końca są szczere. Często się mówi, że moglibyśmy za kogoś w ogień wpaść, ale gdyby ktoś nam to kazał udowodnić, to na pewno każdy zastanowił by się nad motywem takiego "sprawdzianu". Tutaj mamy podobną sytuację. Marta prosi Emroda, by w dowód miłości przyniósł jej rękawiczkę upuszczoną w sam środek placu zamkowego, na którym walczą tygrys, lew i lamparty. Czy tak postępuje szczerze zakochana dziewczyna? Oczywiście, że nie!

    "O Janku co psom szył buty" to utwór, w którym nie dopatrzyłam się jednoznacznego morału... Janek był nieudacznikiem, któremu nic w życiu nie wychodziło. Gdyby to tylko zależało od jego predyspozycji, umiejętności i inteligencji to można by mu współczuć, ale on po prostu był leniem i lekkoduchem. Jednak gdy spotkał króla ten dał mu pracę psiego szewca. Janek zyskał tak dużą sympatię i poważanie króla, że w kilkanaście dni trzykrotnie awansował... No cóż,, nie rozumiem jaki był zamysł autora i co chciał przekazać czytelnikowi. Może to, że każdy prędzej czy później znajdzie coś, w czym jest naprawdę dobry? Może chodzi o spryt i umiejętność wykorzystania sytuacji? Do mnie tekst kompletnie nie przemawia i niestety nie widzę w nim walorów pedagogicznych.

    W "Rękawiczce" tekst jest zrozumiały, ale myślę, że nie zainteresuje dzisiejszego, wymagającego, młodego czytelnika. Natomiast w "O Janku co psom buty szył" nie dość, że nie widzę pozytywnych cech, mogących wpłynąć na zachowanie dziecka to jeszcze tekst z całą pewnością nie będzie dla niego atrakcyjny. Weźmy chociażby takie cytaty:
"Czuł zawczasu bożą wolę,
Ze starymi suszył dzbanek.
Dobry z niego byłby wiarus,
Bo w literach nie czuł smaku;
Co dzień stary bakalarus
Łamał wierzby na biedaku (...)"
"Matka w płacz, łamała dłonie;
A ksiądz pleban na odpuście
przeciw dziatkom i rozpuście (...)"
"Na co mierzy, na co zdatny;
Czy zeń ma być rządca kraju,
Czy podstoli, czy też szatny..."
    Archaizmy są tu jak najbardziej zrozumiałe i w tej kwestii nie można wymagać czegoś innego, jednak uważam, że tak czy inaczej tekst nie jest dostosowany do czytelnika w wieku młodszoszkolnym, a podejrzewam, że starsze dzieci w ogóle nie będą nim zainteresowane.

    Pozostaje jeszcze kwestia ilustracji... , które niestety też nie przyciągają wzroku. Nie są brzydkie, ale mają nieco rozmyte kontury, wyblakłe kolory (nie jest to kwestia wieku książki, a po prostu złego wydania). Niestety odpycha także to, że wszystkie ilustracje znajdują się po prawej stronie (na całej powierzchni kartki), a tekst po lewej, na stronach, które kiedyś były białe. Niestety są strony, na których jest więcej linijek tekstu, a na niektórych tylko 2-3, więc reszta wydaje się bardzo pusta. Jest jednak jeden duży plus :) Czcionka jest duża i wyraźna (chyba Arial) co ułatwia dzieciom samodzielne czytanie książki, a fakt, że tekst znajduje się na pustych, białych stronach sprawia, że czytelnik się nie rozprasza... jeśli oczywiście poradzi sobie z niezrozumiałymi słowami.

   Książki nie polecam. Spokojnie można ją sobie darować i nie szukać na siłę. Niektóre starsze wydania to prawdziwe perełki (jak np. "Pampilio", "Jeż w grzybnym lesie", czy chociażby seria "Poczytaj mi mamo"), ale dla innych zwyczajnie szkoda czasu, zwłaszcza, że najnowsze wydania naprawdę są interesujące i zachwycają zarówno treścią (przesłaniem), jak i cudnymi, uroczymi ilustracjami.


Książeczki przeczytałam w ramach wyzwań:
- Odnajdź w sobie dziecko (z morałem; o chłopcu w wieku szkolnym)
- Gra w kolory (pomarańczowy - wiem, że na zdjęciu wygląda jak czerwony, 
ale w rzeczywistości jest pomarańczowy)

środa, 18 września 2013

Małgorzata Łukowiak, Projekt matka. Niepowieść

Autor: Małgorzata Łukowiak
Tytuł: Projekt matka. Niepowieść
Wydawnictwo: Świat Książki
Miejsce i rok wydania: Warszawa 2013
Ilość stron: 382


    Yyyyyyyyyy mówi się, że wyjątek potwierdza regułę, prawda? Musicie wiedzieć, że z reguły uwielbiam wszystkie książki ze Świata Książki, a może nie, źle się wyraziłam. Uwielbiam wszystkie książki Świata Książki, po które sięgam z powodu interesującego opisu, sprawdzonego autora, czy zwyczajnie - z powodu cudownej okładki.
      Wydawnictwo Świat Książki towarzyszy mi od pierwszej wypłaty, która bagatela wynosiła 350 zł (z czego musiałam zakupić jeszcze bilet miesięczny). Wtedy w moje ręce wpadł katalog Świata Książki i... szybko stałam się członkiem klubu. Każdego miesiąca, dzień w którym przychodził nowy katalog był dla mnie świętem. Studiowałam każdą stronę i marzyłam o własnej biblioteczce, w której będą stały książki mojego ulubionego Wydawnictwa, a ich liczba będzie stale rosnąć. I tak się stało, tych książek mam najwięcej, a większość z nich jest w moich ulubionych sztywnych oprawach. Wydawnictwo darzę wielkim sentymentem. 
      "Projekt matka", gdyby nie cudowne ocalenie Wydawnictwa, mogła być jedną z ostatnich wydanych przez nie książką. Po części dlatego zapragnęłam ją przeczytać, a po części przez to, że w mojej głowie od 4 lat trwa "projekt dziecko". Książkę otrzymałam jeszcze w styczniu. Pamiętam jak w lutym podczas spotkania blogerów w Gliwicach zachwycała się nią Sardegna. Ja niestety męczyłam ją 8 miesięcy!
        Liczyłam na przyjemny pamiętnik/dziennik z okresu starań o pierwsze dziecko, ciąży, narodzin pierwszego dziecka i kolejnych. Oczekiwałam słów radości, smutku, zaskoczenia, zniechęcenia, strachu i bezwarunkowej miłości. Momentów krytycznych, podszytych beznadziejnością i zwątpieniem, jak i euforii i spokoju. Niestety użycie wyszukanego, trudnego w odbiorze zwróconego w stronę wybitnie uzdolnionych językowo osób pogrzebało książkę. Trudno jest przecież czytać trzymając w jednej ręce książkę Małgorzaty Łukowiak, a w drugiej słownik języka polskiego. Może autorka chciała pokazać, że matka to nie tylko kura domowa, zajmująca się głównie sprzątaniem, gotowaniem i podcieraniem tyłków dzieciom kobieta. Że bycie matką nie sprawia, że przestajemy być inteligentne, spełnione zawodowo i pełne nowych pomysłów do realizacji. Z całej prawie 400 - tu stronicowej książki doceniam wyłącznie epilog. Autorka zawarła w nim kwintesencje swoich przemyśleń na temat małżeństwa. Epilog jest jedyną częścią książki, która nie dołuje, nie poddaje w wątpliwość radości płynącej z macierzyństwa. Wierzę, że jej założeniem nie było dyskredytowanie "bycia matką", choć po każdej przeczytanej stronie miałam takie przekonanie.Mimo wielu pojawiających się zdystansowanych, nieco cynicznych opisów wesołych zabaw przez większą część książki odczuwałam niepokój i dekadencję.

Za książkę dziękuję Agusi (tak, wtedy była jeszcze Agusia)
i Wydawnictwu Świat Książki


Książkę przeczytałam w ramach wyzwań:


sobota, 21 lipca 2012

Nicholas Sparks, Na zakręcie

Rany... dobrze, że to skrócona wersja książki, bo inaczej pewnie bym jej nie przeczytała.
     Miles Ryan bardzo młodo został wdowcem. Jego żona zginęła potrącona przez samochód, którego kierowca zbiegł z miejsca wypadku. Miles pogrążył się w smutku i żałobie, jedynie miłość do synka nie pozwoliła mu się całkiem załamać. Jako zastępca szeryfa obiecał sobie znaleźć winnego. Minęły dwa lata Milesowi zaczęła doskwierać samotność, chciał wreszcie na nowo zacząć żyć. Okazało się, że szczęścia nie trzeba wcale daleko szukać. Wkrótce zaczął się spotykać z Sarą - nauczycielką swego synka Jonah. ...ten scenariusz był tak łatwy do przewidzenia (oraz to co wydarzyło się później), że gdybym nie przeczytała 3/4 książki to wiedziałabym tyle samo :( Jedynym zaskoczeniem mógł być drugi wypadek i jego przebieg - choć na początku książki narrator chyba o tym wspomniał... A pro po narracji... to coś mi się wydaje, że bardzo podobny pomysł był w książce "Ślub".
         Bardzo chciałam się przekonać do twórczości Sparksa, ale niestety przeczytałam jego cztery książki i tylko jedna ("Jesienna miłość") podobała mi się bardzo, jedna  ("Ślub") była przeciętna, a dwie ("Prawdziwy cud" i "Na zakręcie") ... niekoniecznie godne zainteresowania. To dla mnie niezrozumiałe, zastanawiam się czy to ze mną jest coś nie tak czy autor jest zwyczajnie "przereklamowany"?! Nie wiem... ale przecież kochają go ponoć tłumy... to jak to tak naprawdę jest?

sobota, 3 września 2011

Righini Mariella, Cappuccino

Z okładki:
"W "Cappuccino" można wypić niezrównane frappuccino i najlepsze w Paryżu espresso ristrettissimo. W każdy piątek w tej kawiarni spotykają się cztery dojrzałe kobiety (w wieku 40 + VAT), by zwierzać się ze swych sukcesów i porażek zawodowych i miłosnych.
Sylvana, pianistka, właśnie przeżywa gorący romans z nubijskim dyplomatą; Ilona, Ukrainka, lektorka języka rosyjskiego, idealna matka, szuka mężczyzny, który by jej zapewnił dostatni byt; Lily, rzeczniczka prasowa wielkiego domu mody, kolekcjonuje miłostki, aby zwalczyć w sobie dziką zazdrość o męża; wreszcie Diane, aktorka i scenarzystka, łączy sprawy zawodowe i sercowe z daleką Brazylią, która od lat ją fascynuje. Niemym świadkiem barwnych, nieraz szokująco szczerych zwierzeń paryżanek jest barman, młody Włoch, student Akademii Sztuk Pięknych. Stojąc za barem, tuż pod antresolą, gdzie przesiadują frapujące go klientki, wysłuchajcie ich opowieści, zdobywa niecodzienną edukację i poznaje życie współczesnych, dojrzałych i wyzwolonych kobiet. Marzy jednak o tradycyjnej rodzinie u boku swej cnotliwej narzeczonej.
Atmosferę współczesnej paryskiej opowieści przenika woń świeżo parzonej kawy."


    I ... to były najciekawsze słowa książki... Opis zachęcił mnie do przeczytania książki, chciałam poznać historie przyjaciółek i poczuć klimat paryskiej kawiarni. Niestety nic takiego nie znalazłam. Książka jest nudna jak flaki z olejem. Niestety, ale ani jeden rozdział mnie nie zaciekawił, ani jedna rozmowa, nic. Cieszę się tylko, że nie jestem tym barmanem i nie muszę tego słuchać...Książkę doczytałam do połowy mając nadzieję, że choć zapach kawy poczuję. Nic z tego :(
Nie polecam!

piątek, 5 sierpnia 2011

Celine Curiol, Głos bez echa

    Starałam się z całych sił przeczytać tę książkę. Miałam nadzieję, że dając jej drugą szansę odnajdę jej sens i piękno... sens w zasadzie odnalazłam, ale sposób pisania autorki nie przekonał mnie. Przeczytałam 74 strony (z 239), nie polubiłam bohaterki, choć jest samotna i nieszczęśliwa.
    Na okładce napisano, że to "portret współczesnej kobiety, pełnej sprzeczności i wahań, łączącej w sobie cechy Amelii, Bridget Jones oraz Ally McBeal". Ja nie widzę podobieństwa... wymienione postaci są dla mnie pozytywne i pełne humoru, a bohaterka książki, której imienia nie poznajemy jest po prostu żałosna. Nie polubiłam jej wcale...


Opis z okładki (w każdym poście słowa z okładki piszę pochyłą czcionką):
     "Ona, bohaterka powieści, jest młoda, mieszka w Paryżu i pracuje na dworcu du Nord. Zapowiada odjazdy i przyjazdy pociągów oraz ogłasza komunikaty. Po pracy wraca do pustego mieszkania i całymi wieczorami czeka na telefon od człowieka, w którym jest zakochana. Ile jednak można czekać? Czasem wędruje ulicami Paryża w poszukiwaniu mężczyzny swojego życia, którego pokocha i przez którego będzie kochana. Choć to drugie wydaje się mniej ważne."
    Mnie ten opis zachęcił. Jednak "ona" w ogóle nie zainteresowała mnie swoją osobą. Mam wrażenie, że jest samotna na własne życzenie, jej zachowanie nie wzbudza sympati. Poza tym każdy jest kowalem swojego losu i myślę, że spokojnie mogłaby odmienić swój los - wystarczyłoby chcieć!
    Autorka książki chciała pewnie pokazać jak wiele jest samotnych, anonimowych osób, zwłaszcza w wielkich miastach (Paryż nie jest tu przypadkowym  miejscem powieści), gdzie mimo natłoku ludzi, można czuć się tak jakby było się jedyną osobą na świecie.
   Ehhh, nawet pisząc o tej książce denerwuję się, to chyba pierwszy raz, kiedy do bahatera książki żywię tak negatywne uczucia...

P.S. Jeśli jednak ktoś ma ochotę sam przekonać się jaka książka jest (choćby z przekory) to proponuję wymianę. Chętnych proszę o komentarz z podaniem tytułu (lub kilku bym mogła wybrać) na wymianę. Nie czytam fantastyki. Książka niestety podpisana jest moim imieniem i nazwiskiem.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Tytuły

1001 potwornych rzeczy do odnalezienia 5 sekund do io A jeśli ciernie... A między nami ocean... Adela Afryka Agnieszka opowiada bajkę Alicja Anielka Anioły powodzi Antek Apolejka i jej osiołek Apollo 11. O pierwszej podróży na Księżyc Aprilek Arcydzieła do kolorowania Atlas anatomiczny Australijczyk w Italii Awaria małżeńska Bajki od św. Mikołaja Baranek Bronek Basia i alergia Basia i podróż Basia i urodziny w muzeum Beki smarki pierdy czyli co się dzieje w moim ciele Beverly Hills Beverly Hills 90210 Bez przebaczenia Bliski Wschód Blondynka w Indiach Blondynka w Meksyku Bluszcz prowincjonalny Bogusia Boże Narodzenie. Kuchnia świąteczna Boże Narodzenie. Świąteczne dekoracje i smakołyki Cappuccino Chcę być jak agent Chleby bułki bułeczki Chory kotek Chuliganka Ciasta bez pieczenia od A do Z Ciekawość Ciotki Coolman i ja Cudaczek - Wyśmiewaczek Cudaki Opaki Cukierek dla dziadka Tadka Cukiernia w ogrodzie Czar miłości Czarodziejka Lili i świąteczna magia Czas w dom zaklęty Czerwone liście Córeczka tatusia Daleki rejs Dama Kameliowa Damą być. Jak ubrać się i zachować w różnych sytuacjach Dania z piekarnika od A do Z Dekoracje na każdą okazję Dekorowanie potraw Disney:Kubuś Puchatek Do ostatniego tchu Dobra kuchnia od A do Z Dogonić rozwiane marzenia Dom nad Rozlewiskiem Dom nad klifem Dom z papieru Dorysowanki. Rozwijaj wyobraźnię Dotknąć prawdy Dotyk zła Drugi Drzazga Dwa pstryki techniki Dwie miłości Dwoje na wirażu Dylemat doktora Andersona Dziadek na huśtawce Dzidziuś. Niewielka książeczka o wielkiej stracie Dziedzictwo Dzielny Fryderyk Dziennik Cwaniaczka. Zapiski Grega Heffleya Dziewczynka z balonikami Dziwni klienci Dżunia Edward i jego wielkie odkrycie Facet z grobu obok Filip i najazd intruzów Fryckowe lato Gagi Gangu Purpurowej Ręki Galeria uczuć Gnój Grzech aniołów Grób rodzinny Gwiazd naszych wina Głos bez echa Hakus pokus Hania Humorek. Najfajniejsza na świecie Humorkowa Księga Kolorowanek i innych zabaw Henryśka drugiej tak wspaniałej nie znajdziecie Herbata. Moc smaku i aromatu Hirameki Historia leśnych kochanków i inne opowiadania Historia pewnego statku. O rejsie Titanica Historia tajemniczego kucyka Hop siup Stokrotko I co teraz? Imię Twoje... Inspektor Kres i zaginiona Jajko z niespodzianką Jak Maciek Szpyrka z dziadkiem po Nikiszowcu wędrowali Jak krówka Stokrotka nauczyła się szanować przyrodę Jak pracuje Święty Mikołaj? Jak to ze lnem było Japońskie łamigłówki Jeż w grzybnym lesie Jeżynka nie chce się bawić Julka Julka Wróbel i przygoda ze świnką Język dwulatka Język niemowląt Kaprysy milionera Kasia i Grześ Kasia i Kubuś. Urodziny taty Kasia i Zosia Klub Przyjaciół Kobieta niespodzianka Kochaj i jedz Brazyliszku Kolorowanka Motyle Konik polny Kora Kołysanka dla Rosalie Kradzież nad Niagarą Kronika ślubnych wypadków Król złodziei Księga motyli Księżniczka Amelia i jej pies Księżniczka Julka i jej kucyk Księżniczka Lena i jej chomik Księżniczka Zosia i jej kot Księżniczka i wszy Kto się śmieje ostatni Kto wiatr sieje Kubuś Puchatek Kwiaty na poddaszu Kwitnący krzew tamaryszku Labirynt kłamstw Lasy w płomieniach Lato szczupaka Letni kiermasz Lew Czarownica i Stara Szafa Lewandowski. Wygrane marzenia Lidka Listy Lodowa pułapka Los utracony Madzia syrenka Magia świąt. Tradycyjne przepisy kulinarne i świąteczne ozdoby Magiczna cukiernia Magiczna gondola Maksio ma kłopoty Malowany ul Malownicze Marina Martynka i Gwiazdka Mała szansa Mały Książę Michał Jakiśtam Miecz króla Szkocji Miłość nad Rozlewiskiem Moje wypieki i desery Moralność pani Piontek Mordercza gra Motyle Muszka która nie umie latać Mój pies Bezdomny Na boisku Na krawędzi Na zakręcie Na łeb na szyję Narzeczone lorda Ravensdena Natalii 5 Nic nie trwa wiecznie Niechciana prawda Niezwykły przyjaciel Noc kosa Nowy początek O Bogince Jemiole O Janku co psom szył buty O psie który jeździł koleją Obudzić szczęście Ogon Kici Ogród cieni Ogród czasu. Artystyczna kolorowanka Oplątani Mazurami Opowieść niewiernej Opowieść wigilijna Osaczona Ostateczny cel Ostatnie ostrzeżenie. Globalne ocieplenie P.Rosiak (nie) daje się czarnej śmierci P.Rosiak i czadowe majtki P.Rosiak i kupa śmiechu P.Rosiak i zabójczy bąk P.Rosiak superbohaterem Pamiętne lato Pampilio Pan Jaromir na tropie klejnotów Pan Soczewka na dnie oceanu Parasol Pensjonat Marzeń Pewnej wrześniowej niedzieli Pierrota bolą kopytka Pierwsza na liście Pierwsze światła poranka Pierwszy raz Pierwszy wiosenny dzień Pies i kot w leśnym zakątku Pieśń o poranku Piątkowska Renata Pięćdziesiąt twarzy Greya Po prostu bądź Pocałunek śmierci Pocztówka z Toronto Pod ziemią w Villette Pokuta Polka Pollyanna Powroty nad Rozlewiskiem Powrót do Lwowa Prawdziwy cud Projekt matka Przygody Małego Wodnika Przyjaciółki na zawsze Puchatkowe zabawy Pudełko ze szpilkami Płatki na wietrze Płomienie śmierci Quilling. Cuda z papieru Radek Szkaradek. Bekanie! Ratowanie świata i inne sporty ekstremalne Rekin Śmieszek Rozmowy Rzepka Rękawiczka Sałatki od A do Z Sieroce pociągi Single Siostry Pancerne i pies Siostrzyczka Sklepik z Niespodzianką Skrawek nieba Smak kamienicy Smak nadziei Spotkanie nad jeziorem Sprawa tchórzliwego dezertera Sprawa trzech desperado Strachozagadki Szkolna wycieczka Szkolne czary Szkoła żon Sztuka uprawiania róż z kolcami Sztuka wyboru Szukając misia Szybko i zdrowo od A do Z Słodki świat Julii Ta druga Tajemnica Black Rabbit Hall Tajemnica Namokniętej Gąbki Tajemnica bzów Tajemnica drewnianej sowy Tajemnica gangu niebieskich Tajemnica kina Tajemnica mumii Tajemnica szafranu Tajemnica zwierząt Tajemnica śnieżnego potwora Tajemnice Luizy Bein Tak miało być Teodor rusza z pomocą Tilly Towarzyszka Panienka Trzy oblicza pożądania Ulica Rajskich Dziewic Ulotne chwile szczęścia Uśmiech niebios W blasku miłości W kajdankach namiętności W proch i pył W świecie wiatru i wierzb. Wyznania chińskiej kurtyzany Wakacyjna opowieść Wesołe wierszyki Widok z mojego okna Widok z mojego okna. Przepisy nie tylko na życie Wielka kolekcja bajek o przygodach Maszy i Niedźwiedzia Wielka księga. Hania Humorek Wiersze dla dzieci Wiśniowy Klub Książki Wróć Alfiku! Wszystkie chwyty dozwolone Wszystkie kłamstwa Wszystko inne poczeka Wymarzony czas Wymarzony dom Wymarzony koncert Wyprawa na biegun Wyspa dla dwojga Z tęsknoty za Judy Za króla Piasta Polska wyrasta Zabawki z fantazją. Pomysły na cały rok Zabawy plastyczne dla dzieci Zabawy z mamą. Książka dla rodziców i dzieci Zagadka dna morskiego Zagadka hien cmentarnych Zagadka salamandry Zagadka zegara maltańskiego Zagadki przeszłości Zagubiona w śniegu Zając zostaje! Zakład o miłość Zamek z piasku Zamieniec Zanim nadejdzie ciemność Zapach lawendy Zapiski (pod)różne Zasupłana historia Zima Sapcia i Pufcia Zimowa przygoda Znikające wrotki Znikający króliczek Zorkownia Zosia Ernest i ktoś jeszcze Zośka Bohaterka Zośka Wspaniała Zuzanna Zuźka D. Zołzik nie jest złodziejką Zwykły człowiek Łatwe zupy Śladem zbrodni Ślady krwi Ślub Ślubna przygoda Ślubny kontrakt Żegnaj szkoło - na zawsze Żona_22 Życie z drugiej ręki

Literatura (wg Katalogu Biblioteki Narodowej):

Źródło książki: